poniedziałek, 28 lipca 2014

Kiss In The Central Park {3}

{3}



Wyciągnąłem telefon i wybrałem numer do Cateriny. Przyłożyłem mojego IPhone’a do ucha, a w słuchawce rozległa się piosenka Ke$hy „Take it off”, którą Cat ustawiła jako HalloGranie i po chwili rozległ się rozradowany głos dziewczyny.
-Hejka, skarbie! Co słychać? Czemu dzwonisz?-zapytała.
-Hej, hej. Mogę mieć do Ciebie prośbę?
-Jasne! Zrobię wszystko w miarę moich możliwości!- wykrzyknęła z entuzjazmem do słuchawki.
-No więc słuchaj, sprawa jest taka, że Poul, za karę, że nie przyniosłem mu kawy kazał mi zostać i teraz mam nocny dyżur. Przywiozłabyś mi jakieś luźne ubrania z mojego mieszkania? Tylko pośpiesz się 
dobrze?-poprosiłem blondynkę-Użyj swoich kluczy.- dodałem.
-Jasne! Nie ma problemu. Będę za piętnaście minut!- odpowiedziała mi dziewczyna i odłożyła telefon.
Wziąłem swój szkicownik, usiadłem przy oszklonej ścianie wieżowca i zacząłem oglądać nocny Nowy Jork z lotu ptaka. Złapałem swoje projekty i rozpocząłem szkicowanie nowej sukienki. Chwilę potem, spojrzałem jeszcze na ulicę pod biurowcem i zauważyłem szczupłą blondynkę biegnącą wzdłuż ulicy. Po kilku minutach dziewczyna była już w dziale mody.
-Jestem, drogi geju.-Powiedziała Cat.- Mam tu twoje białe, lniane spodnie, luźną białą, bawełnianą podkoszulkę na ramiączka, i bieliznę na zmianę. Jesteś ze mnie dumny?-zapytała dziewczyna i posłała mi uśmiech.
-Jestem, jestem- Odpowiedziałem i pocałowałem ją w policzek.
-Mam coś jeszcze…-Zniżyła głos do szeptu i pokazała mi zawartość swojej wyjątkowo dużej jak na nią torebki. Były w niej dwa różowe wina, jedno białe, jedno czerwone, białe Martini, wódka i Curacao blue do drinków plus dwa kieliszki. Spojrzałem na nią z uwielbieniem.- A i jeszcze jedno. Zostaję z tobą!-Powiedziała, a ja nie mogłem się powstrzymać i przytuliłem ją z całej siły.
-Ratujesz mi skórę, skarbie.-Podbiegłem do swojego biurka i wyciągnąłem z szuflady korkociąg.
-A ty jak zawsze przygotowany.- Powiedziała dziewczyna, wzięła narzędzie, otworzyła różowe wino i nalała nam pełne kieliszki. Podała mi jeden do ręki.-Zdrowie Jamesa!
-Zdrowie Jamesa!- Powtórzyłem i stuknęliśmy się naczyniami, po czym pomyślałem, że czeka nas tu cała noc w biurze ze zboczonym szefem obok, więc wypiłem cały kieliszek wina na jednym łykiem, i dolałem sobie jeszcze więcej. Gdyby nie Cat już napełniał bym trzeci, ale mnie powstrzymała.
-Chwila, chwila, Matt. Mamy całą noc, a jeśli nawalisz się w ciągu pierwszej godziny, to nie będę z tobą siedzieć do siódmej.- Dziewczyna spojrzała na zegarek. –Jest pierwsza w nocy. Mamy jeszcze sześć godzin. Co robimy?
-Ja proponuje zrobić drinki z curacao.-Odpowiedziałem, otworzyłem wódkę i zrobiłem nam słabe drinki.
Wziąłem łyka i poczułem jak alkohol delikatnie wypełnia minie od środka. Póki jeszcze byłem dość świadomy, stanąłem na krześle i wyjąłem z kieszeni plaster opatrunkowy. Wyciągnąłem ręce i zakleiłem plastrami wszystkie czujniki dymu w gabinecie, po czym wyjąłem moje ulubione mentolowe papierosy i poczęstowałem nimi Cat. Zapaliliśmy po jednym i od razu na moich ustach pojawił się uśmiech. W powietrzu było czuć mentol i miętę, a ja zaciągnąłem dymem i z chwili na chwilę stawałem się na coraz weselszy.


Gdy poczułem, że jestem już podpity wziąłem butelkę czerwonego wina, otworzyłem i zacząłem pić prosto z butelki, a blondynka poszła w moje ślady i zaczęła pić z gwinta butelkę białego.
Minęły dwie godziny, a ja byłem roześmiany i szczęśliwy. Rozmawialiśmy o modzie, butach, chłopakach. Przez ten czas wypaliliśmy całą paczkę papierosów, na szczęście w szufladzie zawsze miałem awaryjną z cienkimi mentolami. W kącie leżały cztery puste butelki po winie, a ja czułem jak wszystko się kręci i jest mi bardzo lekko. W pewnym momencie usłyszałem trzask otwieranych drzwi i do biura wszedł Poul, a ja i Cat wymieniliśmy przerażone spojrzenia. Caterina była cała czerwona na twarzy. Miała rozmazany makijaż i włosy mokre od potu. Cat rzadko wygląda źle, ale jeśli pije alkohol potrafi wyglądać wręcz fatalnie. Gdy ja byłem pijany byłem wesoły, nie przestawałem gadać, ale byłem zmęczony i bezbronny, a pijana Cat była spokojna, cicha, ale zachowywała swoją siłę przebicia.
Poul spojrzał z pogardą na nasze pijane twarze i w pewnym momencie w jego oczach pojawił się złowieszczy błysk.
-Katy, wstawaj!-Pociągnął dziewczynę do góry i dał jej do ręki pięćdziesiąt dolarów.- Idź po kawę i nie śpiesz się. Weź jakąś sobie i Cappuccino dla mnie.
-A dla mnie Moche!-Krzyknąłem i dostałem ataku śmiechu.- Mocha! Mocha! Mocha! Mocha!
Zdezorientowana Cat rozejrzała się po pokoju, złapała swoje buty i wyszła. Gdy tylko drzwi windy się zamknęły, rozpoczął się mój koszmar.
Paul podszedł do mnie, przygwoździł do fotela i pocałował. A ja tylko odtworzyłem szeroko oczy i zacząłem się wyrywać, ale alkohol i moja słaba tężyzna fizyczna dały o sobie znać. Nie mogłem się ruszyć, a on nacierał na mnie coraz mocniej. Nie wiedziałem co robić. Gdy jego język przestał napastować moje usta poczułem jak szef rozpina moją koszulę której nie zdążyłem zdjąć. W połowie mu się znudziło i zwyczajnie ją rozerwał. Wydałem z siebie coś w stylu pisku, ale jego to nie obchodziło. Zaczął dotykać mojego ciała, a ja zrobiłem się cały czerwony i próbując zrzucić go z siebie zacząłem wierzgać rękoma i nogami, niestety on skutecznie mnie pacyfikował. Zdjął z siebie swoją koszulę i zaczął całować moje ciało, a gdy oswobodziłem jedną rękę i próbowałem go odepchnąć uderzył mnie w brzuch pięścią. Krzyknąłem, a do oczu napłynęły mi łzy i oblałem się zimnym potem. A on nic sobie z tego nie robił tylko dobierał się do nie, jak ostatni cham. Próbowałem go z siebie zepchnąć , ale uderzył mnie w twarz. Zalałem się łzami i gorączkowo próbowałem uciec, ale był silniejszy i z łatwością radził sobie ze mną. Gdy zaczął dotykać moich spodni, poczułem na udzie, że brutal dostaje erekcji i z przerażeniem próbowałem zebrać w sobie całą siłę jaką miałem. Udało mi się wyswobodzić jedną dłoń i uderzyć szefa w twarz, ale on zachowywał się jakby wcale tego nie poczuł. Zaczynałem opadać z sił. Byłem już pewny, że nic mi nie pomoże. Poddałem się, a on zaczął dobierać się do mnie coraz szybciej.
Gdy byłem już pewien, że nic mnie nie uratuje, usłyszałem ciche „Ding” i zobaczyłem, że za moim oprawcą otwierają się drzwi od windy, w których stała przerażona Cat. Złapaliśmy kontakt wzrokowy i posłałem jej błagalne spojrzenie mówiące „Pomocy”. Stała jak wryta. Poul wstał i zmierzył ją wzrokiem.
-O… Widzę, że przyniosłaś kawę.- Powiedział, jakby nigdy nic. Wziął kubki od dziewczyny i położył na stole.- A teraz możesz już iść. My jesteśmy zajęci sobą.
-Ty stary pederasto! Ty cholerny gwałcicielu!-Krzyknęła mu w twarz Cat i widać było, że naprawdę się .
-Co?!-Zapytał podniesionym głosem szef.- Jak śmiesz się tak do mnie zwracać, Katy! Ja jestem twoim szefem! Wyjdź!
-Cat! Jestem Cat! Nie Katy! Jestem Caterina! Boże, czy ty jesteś upośledzony! Nie potrafisz zapamiętać imienia swojej sekretarki mimo, że pracuje tu ponad rok?!- zaczęła się na niego wydzierać.
Poul nie wytrzymał. Był cały czerwony i strasznie zdenerwowany. Podniósł rękę i spoliczkował Cat z całej siły. Było słychać tylko „Pac”, a uderzenie sprawiło, ze Cat przekręciła głowę do tyłu, a ja nawet nie byłem w stanie się ruszyć. To było przeze mnie. Wściekłość w niej buzowała. Spojrzała na niego z pogardą, zdjęła z nogi szpilki i uderzyła go w twarz pięścią, a on ze zdziwieniem osunął się na podłogę. Jednak szybko się podniósł i chciał jej oddać, ale ona zgrabnie unikała jego ciosów i sama go obijała. Gdy nas szef był już wycieńczony bezsensowną walką z wyćwiczoną dziewczyną osunął się na podłogę.
Cat podbiegła i popatrzyła na mnie z troską.


-Matt, nic Ci nie jest? –Zapytała przerażona. Zobaczyłem, że ma rozciętą wargę, z której powoli sączy się krew.
-Nie, chyba jest dobrze.- Odpowiedziałem cicho, powoli odzyskując siły.
-Ale twój brzuch… jest cały posiniaczony.- Dziewczyna otrząsneła się i szybko podała mi bluzkę na zmianę, a gdy byłem już ubrany, podała mi rękę i zabrała moje rzeczy do swojej torby.- Wychodzimy powiedziała i podała mi swoja wielką, różową torebkę.
Nacisnęła guzik windy i podeszłą do naszego leżącego szefa. Wzięła kubek z letnim Cappuccino i wylała mu ją na głowę.
-Tylko spróbuj nas zwolnić, a ta sprawa trafi na policję. Miłej nocy, chuju!-Powiedziała Cat i razem ze mną zjechała windą przed budynek Vogue Magazine.
Powietrze było ciepłe i wilgotne. Spojrzałem na zegarek Cat. Była już czwarta rano, a cała ta chora akcja trwała dwie godziny. O Boże… Do oczu napłynęły mi łzy, a Cat złapała mnie za rękę i razem pobiegliśmy do Central Parku. Gdy byliśmy już na miejscu, usiedliśmy na ławce, przytuliliśmy siebie do siebie i zaczęliśmy płakać. Wszyscy, którzy przechodzili obrzucali nas zdziwionym spojrzeniem. Wyżalaliśmy się sobie dobre pół godziny, aż zaczęło świtać. Było już około piątej rano. Cat spojrzała na mnie i z oczami zaczerwienionymi od płaczu powiedziała:
-Ja już idę… Muszę… Jeszcze iść do pracy… Powiem, że… Weźmiesz urlop… Nie… Nie martw się. Zobaczymy się jutro…- Wyjąkała zachrypniętym głosem.
-Dziękuje.-Odpowiedziałem z ulgą.- Jesteś najlepszą przyjaciółką, jaką mogłem sobie wymarzyć. A teraz już idź. Nie chcę, abyś się spóźniła- Powiedziałem i przytuliłem blondynkę mocno na pożegnanie.
-Nie masz za co dziękować. Musiałam Ci pomóc.-Powiedziała na pożegnanie i pobiegła w stronę swojego domu znikając z pola mojego widzenia.
Siedziałem jeszcze chwilę, aż słońce już całkowicie wzeszło. Spojrzałem na wyświetlacz mojej komórki. Była piąta rano. Po dłuższej chwili zrobiło mi się zimno, więc zacząłem biec w stronę mojego mieszkania. Zamknąłem oczy i biegłem, aż poczułem ból w klatce piersiowej. Uderzyłem w kogoś. Odbiłem się i upadłem na chodnik. Otworzyłem oczy i zobaczyłem przewróconego chłopaka. Wyglądał na 22 lata. Miał długie, długie granatowe włosy, czarne, wygniecione rurki, koszulkę z już od dawna niemodnym dekoltem w serek i fioletową apaszkę co w połączeniu tworzyło dość mroczno-tandetny strój. Oczy miał delikatnie obrysowane kredką, a moja intuicja mówiła mi, że albo jest metalem, albo gejem, albo jednym i drugim. Obok niego leżał pokrowiec, pewnie z obrazem. Gdy się podniósł omiótł mnie wzrokiem tak przeszywającym, że poczułem ciarki na plecach. Ciemnonienieskie oczy wwiercały się w moją postać, niczym lodowe szpikulce. Byłem pewny, że zaraz z jego ust posypie się salwa sarkastycznych, jadowitych i ironicznych słów, więc postanowiłem odezwać się pierwszy.
-Co ty sobie wyobrażasz?!- Krzyknąłem.- Wiesz ile warta jest ta kolekcja, cholerny ignorancie?!- Pokazałem ręką na swoje lniane spodnie i białą bokserkę.
Gdy zaczął się podnosić podszedłem do niego i pchnąłem, aby znów uderzył o ziemię i odbiegłem, słysząc coraz cichsze, miotane przez niego przekleństwa. Byłem coraz bliżej domu, a byłem głodny więc postanowiłem wstąpić do „Sweet Story” po śniadanie. Wchodząc do cukierni, spojrzałem na swoje odbicie. Biała bokserka opinała się na moim szczupłym ciele, a lniane spodnie prześwitywały na tyle, aby można było przeczytać Calvin Klein na bokserkach. Na twarzy miałem rumieńce, a moje włosy były w uroczym nieładzie lekko zwilżone rosą.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz