sobota, 22 lutego 2014

Ogłoszenie parafialne ;)

Kochani, mamy do was jedną prośbę...

Zostawcie po sobie ślady na naszym blogu! Komentujcie ile się da, żebyśmy wiedzieli, że z nami jesteście - wtedy wiemy, że nasza twórczość trafia do odbiorców i że nie giniemy w internecie, zapomniani i porzuceni w szczerym polu...

Pozdrawiamy wszystkich naszych czytelników! ;3 <3
~Lucraise i Ali

Pierwsze rozdziały!



Sądny dzień nadszedł...  zamieszczamy pierwsze rozdziały serii i czekamy na wasze opinie!

Kochamy Was wszystkich <3
~Lucraise i Ali
P.S. Notki będą się ukazywać co tydzień w sobotę... nie zawsze w akompaniamencie rozdziałów. Całą winą obarczamy wenę :D

Kiss in the Central Park {1}

{1}



Byłem już prawie gotowy. Czesałem moje świeżo umyte włosy. Nałożyłem moją ulubioną, obcisłą, grafitową bluzkę, modre rurki i Vans’y w stylu Galaxy. Byłem taki szczęśliwy. Wyjąłem z kieszeni mojego nowego IPhone’a 4S i zaktualizowałem status na Facebook’u:
„Dziś Wieczorem Randka z Moim Misiem <3 Podekscytowany i Zdenerwowany :3”

Wychodząc założyłem czerwony żakiet i zamknąłem  za sobą drzwi mojego mieszkania. Zbiegłem po schodach na parter i rozpromieniony wybiegłem przed blok w centrum Nowego Jorku.

On już na mnie czekał. Światło ulicznych lamp odbijało się w jego brązowych oczach.  Jak zawsze miał idealnie ułożoną, burzę czarnych włosów. Jego turkusowa koszula opinała się na jego torsie. Jak zwykle miał na sobie wymięte jeans’y i skórzane tenisówki. I ten jego uśmiech… Promienny i Nonszalancki… To ten uśmiech który sprawił, że podczas pierwszego naszego spotkania zmiękły mi kolana.

Gdy tylko go zobaczyłem zacząłem biec w jego stronę i rzuciłem mu się na szyję.
-Tęskniłem za tobą.-Wyszeptał mi do ucha mój chłopak. Jego świeży cynamonowy oddech owiał mnie jak delikatny, ciepły wiatr.
-Ja za tobą też, James- Odpowiedziałem i przytuliłem się do niego jeszcze mocniej.
-Zarezerwowałem stolik w twojej ulubionej restauracji.- Powiedział, pocałował mnie delikatnie w policzek i pociągnął w stronę swojego srebrnego samochodu.

Gdy już byliśmy w jego aucie, usiadłem wygodnie na fotelu, a zapach jego intensywnych perfum wypełnił całe wnętrze. Uwielbiałem je. Używał ich od kiedy zaczęliśmy się spotykać.
-Zapnij pasy.-Powiedział z troską w głosie- Nie darował bym sobie gdyby coś Ci się stało.

Był taki opiekuńczy. Mimo, iż nigdy nie zapinam pasów, tym razem to zrobiłem. Tylko dla niego. Siedzieliśmy w milczeniu rozkoszując się swoją obecnością. Mimo, że była osiemnasta niebo było już ciemne i rozgwieżdżone. Nigdy nie wyobrażałem sobie lepszych okoliczności do randki.

Gdy już byliśmy przed moją ulubioną restauracją, on wysiadł pierwszy, otworzył moje drzwi i podał mi rękę.
-Czy zaszczycisz mnie swoją obecnością?-Zapytał, wiedząc, że i tak mu nie odmówię.
-Oczywiście.-Powiedziałem, a na mojej twarzy pojawił się słodki uśmiech.

Złapałem go pod ramię i udaliśmy się w stronę zrealizowania rezerwacji. Nie obchodziło nas, że ludzie się na nas patrzą. Cieszyliśmy się sobą.
-Witam w Ristorante Marcello. Czy mieli Państwo Rezerwację?- Zapytał Pracownik.
-Oczywiście. Rezerwacja na nazwisko Fox.-Powiedział mój ukochany.
Konsjerż sprawdził to w swoim dzienniczku i zaprowadził nas do stolika  z mnóstwem czerwonych róż. James odsunął moje krzesło, a następnie podsunął mi je, abym mógł na nim wygodnie usiąść.
-Czy już wiecie co chcecie zamówić?- Spytał kelner który zjawił się nie wiadomo skąd.

Spojrzałem pytająco na ukochanego. A on znów się uśmiechnął i powiedział:
-Poproszę, najlepszego szampana jakiego macie, polędwiczki w sosie dla mnie i Sałatkę Grecką dla mojego chłopaka.

Gdy wypowiedział ostatnie słowo mina obsługującego nas kelnera była bezcenna. Nie mogąc się powstrzymać zachichotałem. Dopiero po chwili zorientowałem się, że przecież jesteśmy w eleganckiej restauracji, a nie dość, że mój strój nie jest odpowiedni to chichoczę jak wariat. 

Zarumieniłem się i spuściłem wzrok. Gdy go podniosłem James patrzył się na mnie z wyraźnie rozbawioną miną.
-Oj, Matt… Matt… Jesteś taki czerwony.- Powiedział tonem rozbawionym, ale przepełnionym uczuciem.- Nie przejmuj się. Jesteśmy klientami. Co nam zrobią?
-Masz rację, nie powinienem się tak przejmować.- Odpowiedziałem i posłałem mu całusa.
Chwilę potem przyszedł kelner podając nam nasze zamówienia i dwa kieliszki zimnego szampana.

Podając nam nasze zamówienie, zapytał:
-Czy życzą sobie Państwo coś na deser?
-Oczywiście.-Powiedział mój chłopak, następnie wstał i powiedział kelnerowi coś na ucho. Następnie usiadł spokojnie i posłał mi swój nonszalancki uśmiech.
-Co zamówiłeś?-Zapytałem zaciekawiony.
-Zobaczysz.-Powiedział tonem spokojnym i władczym.-A teraz porozmawiajmy o czymś innym.-Wziął łyk swojego szampana.-Jak tam w pracy?

Zmieszałem się. Nigdy nie lubiłem rozmawiać o pracy. Czułem się wtedy, jakby mama pytała mnie „Synku, jak było w szkole?”. Po skończeniu Dziennikarstw i komunikacji społecznej dostałem pracę w jednym z największych czasopism dla kobiet. Pracuję jako asystent redaktora w „Vogue Magazine’. Zyskałem tą pracę tylko ze względu na kontakty mojego ojca i przyznam, że z niektórych aspektów twej pracy byłem bardzo zadowolony.

-Świetnie-Odpowiedziałem bez przekonania, biorąc mały kęs Sałatki.- A co słychać w twojej pracy?
-A nieźle. Ostatnio zaczęliśmy opracowywać nowy Model Mercedesa. Będzie miał wszystkie bajery takie jak podgrzewane siedzenia, automatyczne wycieraczki, a jego silnik, chłodnica! Po prostu szczyt technologii…-Opowiadał mi o swojej pracy w głównej siedzibie Mercedesa, a ja z udawanym zainteresowaniem słuchałem tego co do mnie mówi.

James był najlepszym co mogło mnie spotkać, ale mieliśmy całkowicie różne charaktery. On był twardy, dobry, miły, opiekuńczy i grzeczny, a ja byłem wrażliwy, niepoprawnie romantyczny, złośliwy, strachliwy. Nie obchodzi mnie zdanie innych, zależy mi tylko na zdaniu mojego ukochanego. Tak samo różnią się nasze zainteresowania. Ja interesuje się modą, wizażem i zakupami, a James wciąż mówi o motoryzacji i filmach akcji. Ja wolę dobrą książkę, a on film. Czy to nie jest cudowne, że z naszych charakterów prawie nic ze sobą nie współgra, a my jesteśmy zakochani w sobie po uszy?

-Wyskoczymy jutro na kawę?-Zapytałem.- Uda mi się wyskoczyć z pracy na godzinkę lub dwie. Będziemy mogli pogadać. Co powiesz na StarBucks’a o czternastej?
-Nie wiem, Skarbie, czy się wyrwę. Wiesz teraz musimy opracowywać ten nowy model.-Powiedział wyraźnie zasmucony.-Ale nie martw się. Będę się starał. Załatwię sobie zastępstwo. Na dziewięćdziesiąt procent pójdziemy.-Dopowiedział szybko.

Gdy dalej rozmawialiśmy o naszych planach nagle światło przygasło, a reflektory skierowane były na nasz stolik. Muzyka grana z głośników nagle ucichła, i do instrumentów stojących na podświetlonej scenie podeszli muzycy. Zaczęli grać „My Heart Will Go On” Celine Dion, James spojrzał na mnie, a światła reflektorów odbijały się w jego roziskrzonych oczach. Wstał, złapał mnie za rękę i mimo, iż delikatnie się opierałem, aby nie wychodzić na środek Sali w końcu się mu poddałem i trzymając się za rękę stanęliśmy na środku parkietu.

Zaczęliśmy tańczyć. Delikatnie bujaliśmy się w rytm muzyki. Byliśmy mocno do siebie przytuleni, co jakiś czas pojawiał się powolny obrót. Czułem jak nasiąkam jego ciepłem i zapachem mocnych perfum Hugo Boss Red. Płynęliśmy z rytmem, było mi tak dobrze. Był tak blisko mnie. Nie mogłem sobie wyobrazić niczego lepszego.

Gdy piosenka się skończyła, a orkiestra zaczęła grać jakąś spokojną i cichą piosenkę, reszta gości usiadła, światła reflektorów znów się na nas skierowały, posłałem mojemu chłopakowi spojrzenie mówiące: „Co się dzieje”, on tylko posłał mi uśmiech który mówił: „Zobaczysz”.

W jednej chwili podszedł do niego kelner z mikrofonem. James podziękował mu, a gdy on odszedł, mój chłopak na gracją ukląkł na jedno kolano, spojrzał mi w oczy, a zobaczyłem w jego ręku malutką paczuszkę. Moje serce zaczęło bić szybciej, myśli kłębiły mi się w głowie, zaschło mi w ustach i już wiedziałem co się dzieje. Kolacja w mojej ulubionej restauracji, to jego szeptanie do kelnera. To takie oczywiste. Pomyślałem tylko: „O Boże! On chce mi się oświadczyć.”

-Matcie Silver, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moim mężem?-Zapytał mnie ukochany i wyciągnął z pudełeczka śliczny złoty pierścionek z małymi brylantami.
Spotykaliśmy się od ponad roku. Poczułem, że szklą mi się oczy. Wszyscy się na nas patrzyli, niektórzy z zdegustowaniem, jedni z uśmiechem, a jeszcze inni byli podnieceni całą sytuacją. Wiedziałem co chcę zrobić. Wziąłem głęboki oddech i powiedziałem:

-Tak, wyjdę za Ciebie!-Powiedziałem łamiącym się głosem. Podał mi pierścionek, a ja założyłem go na palec.
James zbliżył się do mnie i pocałował. Jego usta delikatnie muskały moje. Byłem taki szczęśliwy. Wokół nas rozległy się brawa, a jego pocałunek zaczął być bardziej namiętny. Jego język coraz mocniej wsuwał się do moich ust, a ja oddałem się jego pocałunkom. Gdy przerwał chciałem wydać jęk który miał oznaczać mój zawód, że pocałunek już się skończył, ale byłem tak podniecony całą sytuacją, że nie byłem w stanie. Miałem miękkie kolana. James złapał mnie za rękę i zaprowadził do stolika gdzie czekał na nas wielki puchar moich ulubionych czekoladowych lodów i dwie łyżeczki.

Tym razem nie usiadłem na swoim krześle, tylko mojemu narzeczonemu na kolanach. Dzięki mojej drobnej posturze, nie sprawiło mu to żadnego problemu. Gdy już zjedliśmy lody, a on zapłacił za kolację wsiedliśmy do jego srebrnego mercedesa i pojechaliśmy w stronę mojego domu.

Uwielbiam Nowy Jork nocą. Niebo było czyste, a latarnie oświetlały nam drogę. Jechaliśmy w milczeniu, aż James zapytał:
-Może pójdziemy do mnie?
Spanikowałem. Byłem pewny, ze chodzi mu o seks, a ja nie byłem gotowy. Taki piękny wieczór i mógł być zakończony cudowną nocą, ale ja nie wytrzymałem.
-Przepraszam, ale jeszcze muszę napisać szkic artykułu o najnowszej kolekcji biżuterii  Royal Asscher.-Powiedziałem zestresowany, ale pewnym tonem- Ale jutro też jest dzień. Na jutrzejszą noc możesz nie robić sobie planów, bo jesteś umówiony ze mną. Będę u Ciebie o 22.-Gdy mówiłem ostatnie zdanie starałem się, aby ton mojego głosu był jak najbardziej seksowny, i się udało.

Mój narzeczony był wyraźnie zadowolony z tego układu, a ja już się uspokoiłem. Powoli dojeżdżaliśmy pod mój blok, a gdy już byliśmy na miejscu, mój ukochany otworzył mi drzwi od samochodu i znów namiętnie pocałował na pożegnanie. Gdy mnie całował czułem jakbym unosił się nad ziemią. Gdy przestaliśmy, przytuliłem go jeszcze i krzyknąłem na pożegnanie:
-Kocham Cię! Dobranoc!
-Ja też Cię kocham! Śnij o mnie!- Odkrzyknął mi James.

Wbiegłem na górę cały szczęśliwy. Byłem jego narzeczonym. Pewnie już niedługo zaczniemy planować ślub. Otworzyłem mieszkanie, a następnie zamknąłem się w środku. Naszykowałem komputer, i zebrane informacje z przedwczorajszego pokazu biżuterii Royal Asscher i aparat ze zdjęciami. Oświetliłem całe mieszkanie i nalałem sobie kieliszek mojego ulubionego, różowego wina i rozpocząłem pisanie artykułu.

Szło mi dobrze, a czas mijał. Gdy już zgrałem zdjęcia, napisałem artykuł, umieściłem wszystko na swoim miejscu i zrobiłem kopie zapasowe, byłą już czwarta nad ranem. A ja muszę obudzić się o siódmej. Do tego wypiłem całe wino i byłem lekko zaćmiony. „Jak ja się jutro obudzę? Dwie godziny snu.  Świetnie!” Pomyślałem. 

Przebrałem się w luźne bokserki i koszulkę na ramiączka ustawiłem budzik na szóstą rano, po czym udałem się do swojego łóżka i myśląc o dzisiejszym dniu i moim ukochanym, udałem się do Krainy Snów.

Music Within My Heart, Honey... [1]

[1]



Siedziałem w Parku, przy wybrzeżu i czułem dotyk słońca na mojej skórze. Promienie pieściły mnie czulej niż kochanek, a śpiew ptaków przecinał rześki powietrze. Nie żebym cokolwiek słyszał. Na uszach miałem słuchawki [http://www.youtube.com/watch?v=boanuwUMNNQ] i starałem się zapomnieć o całym świecie. Roześmiałem się słysząc początek refrenu i kilka osób dziwnie na mnie spojrzało – wtedy się zorientowałem, że cały czas śpiewałem, zagłuszając innym piskliwy śpiew ptaków.

Uśmiechnąłem się zwycięsko i poprawiłem długie, lśniące, czarne włosy, wyciągnąłem przed siebie szczupłe, odziane w wysokie glany nogi i umościłem się wygodniej w zagłębieniu między korzeniami drzewa. Przełączyłem piosenkę w odtwarzaczu MP4 [http://www.youtube.com/watch?v=-6Xl9tBWt54] i pogrążyłem się w rozmyślaniach.

W sumie, mogę spokojnie powiedzieć, że przez ostatnie kilka dni wszystko układało się po mojej myśli. Udało mi się zdobyć bilety dla mnie i moich przyjaciół na lot do Europy na Castle Party, co uważałem za wyczyn prawie niemożliwy, a jednak!

Mój potok myśli przerwał nagły ból w nodze, huk i wiązanka przekleństw, słyszalna nawet przez słuchawki. Otworzyłem oczy, bądź co bądź, lekko zaskoczony. Okazało się, że źródłem hałasu był pewien przystojny blondyn na rowerze… Cóż, teraz bardziej na ziemi niż rowerze. Leżał zaplątany w rower, a z jego ust wydobywały się wszelkiego rodzaju złorzeczenia.  

Zsunąłem słuchawki z uszu, domyślając się, że przyczyną jego upadku, były zapewne moje nogi i –biorąc pod uwagę jego wygląd –nawet rad z tego, że nie obędzie się bez wyjaśnień i rozmowy. Wstałem. Podczas gdy złotowłosy nadal wyplątywał się z roweru, stwierdziłem, że całkowicie zdejmę słuchawki, aby lepiej wyeksponować mój największy, oprócz dużych, ciemnoniebieskich oczu, atut –włosy.

Zniecierpliwiony guzdraniem się chłopaka, powziąłem decyzję, o odezwaniu się.
- Pomóc ci? –zapytałem i zesztywniałem. Nie to chciałem powiedzieć! Chciałem go wyśmiać, powiedzieć coś uszczypliwego, wrednego, złośliwego… na pewno nie chciałem oferować mu pomocy, co to, to nie! Blondyn zamarł w bezruchu, zaskoczony. Pewnie też spodziewał się ataku na swoją osobę z mojej strony. Spojrzał na mnie badawczo spod grzywki. Czułem, jak drżę, gdy jego wzrok przesuwał się po moim ciele, oceniając mnie. 

Uśmiechnął się lekko i nagle spojrzał prosto w moje oczy. Moje serce zabiło szybciej i zorientowałem się, że tonę w miodowej barwie. Ostatkiem sił próbowałem utrzymać się na powierzchni świadomości i otrząsnąć się. Gdzieś głęboko w mojej głowie, przewijało się mnóstwo myśli. Że go nie znam, że ludzie zbierają się wokół nas zaciekawieni tym, co się stało i że, o mój Boże, na pewno coś mu się stało. To ostatnie natychmiast mnie orzeźwiło. Przyklęknąłem przy nim i starając się nie patrzeć mu w oczy, ponowiłem pytanie.
 –Pomóc ci?- spojrzał na mnie z wahaniem. Byłem pewien, że właśnie stacza wewnętrzną batalię ze swoją męską dumą.

Po kilku sekundach skinął głową i uśmiechnął się lekko z zakłopotaniem, a ja dostałem palpitacji serca. Popatrzył na mnie psim wzrokiem i odezwał się cicho.
- Jakbyś mógł…. przytrzymać ten cholerny rower… byłbym wdzięczny… – na dźwięk jego głębokiego barytonu, poczułem mrowienie w dole kręgosłupa. Po szybkim ogarnięciu swoich reakcji, spełniłem jego prośbę. Złapałem rower, żeby mógł się bez problemu uwolnić od problemowego pojazdu. Podczas całej „operacji” delikatnie zsunęły mu się spodnie, odsłaniając opaloną skórę na podbrzuszu i biodrach. Na ten widok gwałtownie przyspieszył mi puls i poczułem, że pieką mnie policzki. Na szczęście rumieńce dodają mi urody.

Jak tylko udało mu wstać, zaczął szybko wyrzucać z siebie jakieś niezbyt składne przeprosiny, ale przerwał gdy pokręciłem głową.
- Spokojnie, nic się nie stało. -powiedziałem najbardziej przyjaznym tonem, na jaki było mnie stać. A nie było mnie stać. Generalnie, na codzień nie jestem zbytnio przyjazny, ale teraz najbardziej zależało mi na zrobieniu dobrego wrażenia -Nic sobie… nie uszkodziłeś? -spytałem niezdarnie. Nigdy nie byłem zbyt dobry w byciu miłym. Najwyraźniej rozbawiłem go swoim zakłopotaniem, bo roześmiał się.
- Nie, -odpowiedział, wciąż się śmiejąc -poza moją dumą, nic nie ucierpiało. No, i dobrym pierwszym wrażeniem. -zagryzł wargę i delikatnie zmarszczył czoło. Cholera! wyglądał teraz tak seksownie… jego pytające spojrzenie uświadomiło mi, że się na niego gapię i najprawdopodobniej nie usłyszałem co przed chwilą powiedział. Zmieszałem się trochę, a mój rumieniec wykraczał poza wszelkie przyjęte normy.

- Przepraszam… zamysliłem się… mógłbyś powtórzyć? -zapytałem nieśmiało z nadzieją, że nie wrzaśnie mi w twarz, że mnie nienawidzi. Sam byłem zaskoczony! Skąd u mnie takie obawy? Jeżeli ktokolwiek miałby tutaj wrzeszczeć, to ja. Zawsze tak było. Odzyskałem cały swój dawny rezon i spojrzałem na niego wzywająco, ale widząc, że moja odpowiedź go zawstydziła, zmieszała i pozbawiła tej wcześniejszej nonszalanckiej postawy, zacząłem się zastanawiać, czego takiego nie usłyszałem.

- Zastanówmy się… najpierw zaproponowałem ci kawę, jako wynagrodzenie za wszelkie szkody, w nadziei, że uda mi się poprawić twoje zdanie na mój temat, a potem się przedstawiłem i zapytałem o twoje imię. -przechylił lekko głowę i spoglądając mi w oczy. Czułem jak to jego głębokie spojrzenie znowu mnie wciąga i spróbowałem sklecić jakąś sensownie brzmiącą odpowiedź.

- Ja… eee… mam na imię Andy… Andy, tak właśnie! -kuźwa mać! – A ty? -odpowiedziałem przeklinając w duchu, na wszystkie możliwe sposoby, zaistniałą sytuację.
- Więc, Andy… -wydawał się smakować to imię na języku -ja studiuję na Politechnice i… jestem Leo. -uśmiechnął się, a mi zaparło dech w piersiach. Ten… uśmiech w połączeniu z tymi oczami, sprawił, że mnie całkowicie sparaliżowało. Nie byłem w stanie się poruszyć, nie mówiąc o myśleniu. Byłem absurdalnie szczęśliwy, że poznałem imię mojego nowego prywatnego Boga. W pewnej chwili owy Bóg westchnął zrezygnowanie i podszedł do roweru i podniósł go.

- Cóż… Andy… -moje imię tak pięknie brzmiało w jego ustach! -miło było cię poznać. -uśmiechnął się smutno, a do mnie dotarło, że raz, wciąż stoję w bezruchu, dwa, zaproponował mi wcześniej kawę, a ja nie odpowiedziałem i trzy, musiał pomyśleć, że mój bezruch i brak odpowiedzi wynika ze złości, a nie z… tego dziwnego stanu w jaki wpędza mnie jego osoba. - Może jeszcze kiedyś na siebie wpadniemy. -powiedział i wsiadł na rower, a mój paraliż przerodził się w panikę.
- Nie! - wrzasnąłem, aż podskoczył - To znaczy czekaj… Leo. Ja… bardzo chętnie pójdę z tobą na kawę. -moja pewność siebie i zdolność konstruowania wypowiedzi nagle wróciły. - Tylko nie dzisiaj, bo muszę poćwiczyć, a jutro mam próbę… - urwałem nagle. Wpadłem na cudowny pomysł, którego już zaczynałem żałować, ale nie mogłem się powstrzymać. - wiesz… gram w zespole na gitarze i może miałbyś ochotę przyjść na nasz koncert w sobotę? A co do kawy… wymieńmy się telefonami, tak będzie najprościej. - zadecydowałem i spojrzałem mu w oczy. Był… co najmniej zaskoczony nagłą zmianą mojej postawy. 

Uśmiechnąłem się zalotnie, widząc, ze teraz to on był sparaliżowany. Roześmiałem się w duchu. Podszedłem do niego z telefonem i podyktowałem mu swój numer. Jak już się otrząsnął z szoku, wziął ode mnie komórkę i wpisał swój. Pod wpływem dziwnego impulsu, objąłem go lekko na pożegnanie. Już chciałem się odsunąć, czując, że moje ciało ma ochotę na coś więcej, niż tylko lekkie objęcie, gdy poczułem, że jego silne ramiona mnie oplatają i przyciągają do klatki piersiowej. 

Usłyszałem jeszcze tylko huk roweru, zanim cały świat zniknął i otoczyła mnie wspaniała woń. Pachniał drzewem cedrowym, koniakiem i jałowcem*… Przez cienki materiał czułem jego mięśnie brzucha. Z nadmiaru emocji zmiękły mi kolana, a całe ciało drżało. Upadłbym gdyby mnie nie podtrzymywał. Powoli się od siebie odsunęliśmy, zobaczyłem, że jest nie mniej roztrzęsiony niż ja.

Był zarumieniony i patrzył na mnie z… pożądaniem? Szybko się pożegnaliśmy, zawstydzeni i zawiedzeni, że tak szybko się wszystko skończyło.

Patrzyłem jak odjeżdża i macha do mnie przez ramię. Byłem podniecony i rozemocjonowany. Zabrałem swoje rzeczy spod drzewa i ruszyłem w drogę powrotną do swojego mieszkania.
________________________________________________________________
*perfumy Avonu „Elite Gentleman”