Zadzwonił budzik, a wesołe promienie słońca rozpromieniły mój pokój. Szybkim
ruchem ręki wyłączyłem denerwującą melodię i zrobiłem to co każdego dnia.
Otworzyłem okno i wystawiłem głowę i wciągnąłem nosem rześkie, poranne, Nowo
Jorskie powietrze i krzyknąłem do właściciela otwierającego cukiernię
naprzeciwko:
-Witaj Carl! Przyjdę za godzinkę po bułkę z jagodami na śniadanie!
-Cześć Matt! Czyli tak jak zazwyczaj-Odkrzyknął Latynos i wszedł do środka
swojego sklepu.
Carlos González jest właścicielem małej cukierni „Sweet Story” blisko mojego
bloku. Jest bardzo pogodnym Hiszpanem, który przyjechał do NYC rok lub dwa lata
temu, ożenił się z amerykanką i tak został tu na stałe. Prawdę mówiąc Carlos
był wyjątkowo przystojny. Miał średniej długości kręcone loki, oczy w kolorze
ciemnego brązu z figlarnym błyskiem oraz idealnie proste i białe zęby. Miał
posturę atlety. Wysoki, umięśniony, ale za razem szczupły i umięśniony. Zanim
poznałem James’a, zastanawiałem się czy miał bym szansę u takiego przystojnego
cukiernika.
Gdy odszedłem od okna zaraz zacząłem się przygotowywać. Pościeliłem łóżko i
położyłem na nim moją elegancko modną kreację do pracy, czyli sportowa
marynarka z najnowszej kolekcji Giorgio Armani’ego, białą, obcisłą, lekko
prześwitującą koszulę od Hilfiger’a, czarne, wymięte rurki Gucci’ego i
niechlujnie nakrapiane Vans’y. Zawsze lubiłem modę i byłem szczęśliwy, że mam
posadę Asystenta Redaktora Działu Mody w Vogue Magazine.
Po naszykowaniu kreacji pobiegłem wziąć szybki prysznic. Gdy już skoczyłem w
stronę lustra, prawie nie rozbijając sobie głowy o posadzkę na śliskiej
podłodze. Nałożyłem odżywkę z jedwabiem na włosy, maseczkę rozświetlającą na
twarz i rozpocząłem szczotkowanie zębów pastą wybielającą. Gdy już zmyłem z
siebie wszystkie specyfiki i wysuszyłem włosy była szósta czterdzieści. Zostało
mi dwadzieścia minut na ogarnięcie reszty. Narzuciłem na siebie szlafrok i
podbiegłem do mojego białego MacBook’a. Rzuciłem okiem na artykuł który wczoraj
pisałem i kliknąłem drukuj.
Pobiegłem jeszcze na chwile do łazienki, aby założyć moje fioletowe soczewki
kontaktowe. Powiesiłem szlafrok na wieszaku na ścianie. Spojrzałem jak
wyglądam. Jestem szczupły, mam słabo zarysowane mięśnie brzucha i metr
siedemdziesiąt pięć wzrostu. Wsadziłem soczewki na rogówkę i ostatni raz
przeczesałem swoje jasno brązowe włosy i wyszedłem z łazienki. Szybko nałożyłem
swój idealnie zróżnicowany strój, wsadziłem już wydrukowany artykuł do
skórzanej torby Armani’ego. Wychodząc zabrałem ze sobą portfel i telefon, a
następnie zamknąłem drzwi swojego mieszkania.
Gdy wyszedłem przed blok owiał mnie chłodny wiatr, ale czyste niego i słońce
wróżyły dobrą pogodę. Szybkim krokiem udałem się do cukierni Carlos’a. Gdy
byłem już na miejscu przywitał mnie uśmiech który potrafił rozbudzić lepiej niż
kawa:
-Buenos Días, Matt!-Krzyknął cukiernik-Jak Ci się spało?-Zapytał i podał mi
dwie jagodzianki.
-Witaj!-Odkrzyknąłem-Bardzo Dobrze mi się spało, ale wiesz jak to bywa w moim
zawodzie. Często muszą wystarczyć mi dwie godziny snu, dlatego przesypiam
prawie całe soboty.-Oboje zaczęliśmy się śmiać, a jego śmiech sprawiał, że
drżałem w środku. Wziąłem od niego jeszcze ciepłe bułeczki i pobiegłem w stronę
głównej siedziby „NYC Vogue Magazine” krzycząc na pożegnanie coś w stylu „Do
zobaczenia” .
Moje miejsce pracy znajdowało się około 10 minut drogi spacerkiem od mojego
domu. Główna siedziba Nowojorskiego Vogue’a była wielkim oszklonym wieżowcem o
wysokości piętnastu pięter, o perłowym konturze. Było już dwadzieścia po
siódmej, czyli powinienem być za dziesięć minut, więc szybciutko wstąpiłem do
StarBucks Coffee i zamówiłem odtłuszczoną Moche bez kremu i Cynamonowe Latte,
po czym eleganckim krokiem udałem się do pracy.
Przechodząc przez lobby przywitałem się z pracownikiem informacji, Max’em i
powoli udałem się na piętro dziesiąte do działu mody. Podszedłem do
równoległego biurka mojej przyjaciółki, Caterina’y i podłożyłem na jej biurku
jedną jagodziankę i Cynamonową Latte po czym zająłem swoje stanowisko i powoli
zacząłem jeść śniadanie.
Gdy byłem już po śniadaniu do biura weszła wesoła Caterina i krzyknęła:
-Witam, witam, witam! Kogo ja tu widzę! Mój ukochany Gej!- Podbiegła do mnie i
ucałowała w policzek. Po czym odskoczyła zostawiając mi na policzku ślad mocno
czerwonej szminki.- O widzę, że naszykowałeś mi śniadanko! Bułeczki dostałeś od
tego ciacha z nad przeciwka, Carlos’a? Powinieneś się za niego wziąć! Jest taki
seksowny i umięśniony…
Cat (Bo tak ją nazywamy), jest moją najlepszą przyjaciółką. Potrafi gadać
godzinami, uwielbia wino, kawę i jest strasznie inteligentna, mimo, że tego nie
okazuje. Jeśli spojrzeć na jej wygląd jest wręcz idealna. Ma sylwetkę modelki.
Ma około metra siedemdziesięciu, jest szczupła i ma figurę idealnej klepsydry.
Ma długie kręcone blond włosy i oczy w kolorze morskiej zieleni. A wyczucia
stylu, można było jej pozazdrościć. Miała na sobie czarną obcisłą sukienką
przed kolana rozpinaną z przodu złotym suwakiem projektu Coco Chanel, czerwone
szpilki z okrytymi palcami od Prady, na ręku złoty zegarek Swatch’a i srebrną
biżuterią z diamentowymi akcentami z najnowszej kolekcji Apart’u. Szczerze
mówiąc Cat była naprawdę niezłą laską.
-Witaj skarbie!- Odkrzyknąłem i starłem szminkę z policzka.- Nie powiedziałem
Ci jeszcze najlepszego… No więc ja i James…
-Uprawialiście Seks?! Wiedziałam, że w końcu mu ulegniesz! I jak było? Ostro
czy łagodnie? Jaki on jest w łóżku? Było Ci dobrze? Opowiadaj wszystko!-
Zaczęła zasypywać mnie gradem pytań, a ja poczułem, że się rumienie, ale
przecież nie miałem powodu.
-Nie uprawialiśmy seksu. On po prostu…-Chciałem odpowiedzieć, ale ona znów mi
przerwała.
-O Boże, on z tobą zerwał! Wiedziałam, że nie byliście sobie
przeznaczeni!-Zaczęła wykrzykiwać blondynka i zaczęła mnie przytulać na
pocieszenie.-Tak mi przykro! Ale nie martw się! Znajdziemy Ci kogoś lepszego!
-On mi się oświadczył! On mi się oświadczył! Nie zerwał! Jesteśmy
narzeczonymi!- Wstałem z krzesła i wybuchłem.
Zacząłem opowiadać Caterina’ie, o całej wczorajszej sytuacji i o jego
zaręczynach, a ona tylko wytrzeszczyła oczy i otworzyła usta. Po raz pierwszy
widziałem, że Cat nie wie co odpowiedzieć, a jej spojrzenie mówiło: „Ale… Ale…
Ale, że jak to?!” Po chwili jej wzrok wytrzeźwiał i zdziwienie zastąpiło
szczęście. Rzuciła mi się na szyję i znów zaczęła „ćwierkać”:
-Jestem taka szczęśliwa! W końcu znalazłeś miłość! Ale wiesz co to znaczy?-
Zapytała, a w jej oczach pojawił się diabelski błysk. Przeszedł mnie
dreszcz.-Wiesz, że musimy zorganizować wielki… Wieczór Panieński! Zobaczysz
jaką zorganizuję Ci imprezę! Będzie alkohol, papierosy i striptizer!- Z ust
mojej przyjaciółki zaczął wydobywać się kolejny potok słów. Gdy była już w
połowie opisu mojej imprezy której w ogóle nie słuchałem wszedł nasz szef.
Poul Embler, redaktor działu Mody w Vogue Magazine, był tandetnym, obrzydliwym
Homoseksualistą. Był średnio umięśnionym, wysokim brunetem. Nie maił za grosz
stylu. Nosił obcisłe koszulki, legginsy i… damskie torebki. Gdy tylko na niego
spojrzałem miałem ochotę krzyknąć i zwymiotować. Ja tak strasznie go
nienawidziłem. Wszedł ciężkim krokiem, omiótł pokój wzrokiem i a potem puścił
mi oczko, a ja tylko dla zachowania pozoru odwzajemniłem to uśmiechem.
-Hej słodki i ty Katy.- Powiedział, rzucił na biurko mojej przyjaciółki listę
rzeczy do zrobienia, a do mnie posłał tylko swój beznadziejny uśmiech.
-Caterina, nie Katy- Poprawiła go Cat.
Szef spojrzał na nią z pogardą i powiedział:
-Nie narażaj się złotko. Pamiętaj, że to ja jestem twoim szefem. Za godzinę
masz mi dać ten raport. Rozumiesz, czy to Cię przerasta?
-Rozumiem. Przepraszam-Powiedziała dziewczyna, a ja widziałem w jej oczach, że
gdyby nie to, że był jej szefem rozerwałaby go na strzępy.
-Dobrze. A ty…-Zwrócił się w moją stronę- …przynieś mi cappuccino z podwójnym
ekspresso. Będę czekał w gabinecie- Powiedział i posłał mi całusa, a mi, aż
przewróciło się w żołądku.
Gdy wyszedł posłałem mojej przyjaciółce spojrzenie typu: „Gdyby nie ta praca ta
kawa wylądowała by na jego twarzy”, a ona posłała mi uśmiech który znaczył: „W
rzeczy samej” i gdy wychodziłem, oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
Gdy byłem już w StarBucks’ie i złożyłem zamówienie nagle ktoś podszedł od tyłu
i zasłonił mi oczy, a w powietrzu poczułem zapach intensywnych perfum wypełnił
powietrze. Wiedziałem kto to był. James! Odwróciłem się i zobaczyłem jego
uśmiechniętą twarz. Nie zastanawiając się długo przycisnąłem go mocno do siebie
i pocałowałem. Chwilę potem on przejął kontrolę na sytuacją. Oplótł mnie w tali
i dalej całował delikatnie muskając moje wargi, a jego pocałunki stawały się
jeszcze bardziej namiętnie. Po chwili się od siebie odsunęliśmy, a on spojrzał
w moje oczy i wyszeptał:
-Dzień Dobry. Kocham Cię.- I delikatnie musnął ustami mój policzek. Gestem ręki
pokazał mi, żebym wybrał miejsce, a on poszedł zamówić kawę.
Zająłem miejsce przy oknie, aby móc oglądać ruchliwe drogi Nowego Jorku. Gdy
James usiadł obok nie i złapał mnie za rękę przeszedł mnie dreszcz. Podał mi
moją mrożoną Moche i sam wziął łyka swojego ekspresso.
Na początku zaczęliśmy rozmawiać o naszym dniu i różnych głupotach, aż
zatraciliśmy się w rozmowie. Po chwili James zaczął się stresować.
-Wiesz, chyba nic nie wyjdzie co do naszej dzisiejszej nocy.-Powiedział, a mi
spadł kamień z serca. Aż bałem się, że było słychać huk.
-Ale czemu?-Zapytałem z udawanym smutkiem. Wiem, że nie powinienem go
oszukiwać, ale tak już wyszło.
-Dziś mam nocny dyżur w firmie i się nie wyrwę- Powiedział wyraźnie zasmucony.
– Na pewno uda nam się kiedy indziej.
Jasne- Odpowiedziałem i posłałem mu uśmiech. W tym momencie mój telefon
zawibrował i dostałem sms’a, o treści „Gdzie jest moja Cholerna Kawa!!!” od
mojego szefa. Z przerażeniem spojrzałem na zegarek. Siedzę z Jamesem już trzy
godziny! Była już osiemnasta.
Szybko dałem Jamesowi buziaka, zabrałem cappuccino Poul’a i pobiegłem do firmy.
Szef czekał na mnie wściekły, a Cat już nie było. Spojrzał na mnie wzrokiem
będącym mieszaniną pożądania i wściekłości po czym powiedział:
-Za karę masz dziś z mną nocny dyżur. Mam nadzieję, że się cieszysz. Po czym
wyrwał mi z rąk swoją kawę i klepnął w pośladek. Przez chwilę, nie wiedziałem
co się dzieje. Jedyne co zrobiłem to pomyślałem: „Czy on właśnie dotknął mojego
tyłka? O nie! Ja nie przeżyję tej nocy!” i usiadłem do swojego biurka. Co
mogłem zrobić. Zacząłem przeglądać ostatnie wydanie New York Times i modliłem
się w myślach, aby ta noc minęła jak najszybciej…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz