Siedziałem w Parku, przy wybrzeżu i czułem dotyk
słońca na mojej skórze. Promienie pieściły mnie czulej niż kochanek, a śpiew
ptaków przecinał rześki powietrze. Nie żebym cokolwiek słyszał. Na uszach
miałem słuchawki [http://www.youtube.com/watch?v=boanuwUMNNQ] i starałem się
zapomnieć o całym świecie. Roześmiałem się słysząc początek refrenu i kilka
osób dziwnie na mnie spojrzało – wtedy się zorientowałem, że cały czas
śpiewałem, zagłuszając innym piskliwy śpiew ptaków.
Uśmiechnąłem się zwycięsko i poprawiłem długie,
lśniące, czarne włosy, wyciągnąłem przed siebie szczupłe, odziane w wysokie
glany nogi i umościłem się wygodniej w zagłębieniu między korzeniami drzewa.
Przełączyłem piosenkę w odtwarzaczu MP4 [http://www.youtube.com/watch?v=-6Xl9tBWt54] i pogrążyłem
się w rozmyślaniach.
W sumie, mogę spokojnie powiedzieć, że przez
ostatnie kilka dni wszystko układało się po mojej myśli. Udało mi się zdobyć
bilety dla mnie i moich przyjaciół na lot do Europy na Castle Party, co
uważałem za wyczyn prawie niemożliwy, a jednak!
Mój potok myśli przerwał nagły ból w nodze, huk i
wiązanka przekleństw, słyszalna nawet przez słuchawki. Otworzyłem oczy, bądź co
bądź, lekko zaskoczony. Okazało się, że źródłem hałasu był pewien przystojny
blondyn na rowerze… Cóż, teraz bardziej na ziemi niż rowerze. Leżał zaplątany w
rower, a z jego ust wydobywały się wszelkiego rodzaju złorzeczenia.
Zsunąłem słuchawki z uszu, domyślając się, że przyczyną jego upadku, były
zapewne moje nogi i –biorąc pod uwagę jego wygląd –nawet rad z tego, że nie
obędzie się bez wyjaśnień i rozmowy. Wstałem. Podczas gdy złotowłosy nadal
wyplątywał się z roweru, stwierdziłem, że całkowicie zdejmę słuchawki, aby
lepiej wyeksponować mój największy, oprócz dużych, ciemnoniebieskich oczu, atut
–włosy.
Zniecierpliwiony guzdraniem się chłopaka,
powziąłem decyzję, o odezwaniu się.
- Pomóc ci? –zapytałem i zesztywniałem. Nie to
chciałem powiedzieć! Chciałem go wyśmiać, powiedzieć coś uszczypliwego,
wrednego, złośliwego… na pewno nie chciałem oferować mu pomocy, co to, to nie!
Blondyn zamarł w bezruchu, zaskoczony. Pewnie też spodziewał się ataku na swoją
osobę z mojej strony. Spojrzał na mnie badawczo spod grzywki. Czułem, jak drżę,
gdy jego wzrok przesuwał się po moim ciele, oceniając mnie.
Uśmiechnął się
lekko i nagle spojrzał prosto w moje oczy. Moje serce zabiło szybciej i
zorientowałem się, że tonę w miodowej barwie. Ostatkiem sił próbowałem utrzymać
się na powierzchni świadomości i otrząsnąć się. Gdzieś głęboko w mojej głowie,
przewijało się mnóstwo myśli. Że go nie znam, że ludzie zbierają się wokół nas
zaciekawieni tym, co się stało i że, o mój Boże, na pewno coś mu się stało. To
ostatnie natychmiast mnie orzeźwiło. Przyklęknąłem przy nim i starając się nie
patrzeć mu w oczy, ponowiłem pytanie.
–Pomóc ci?- spojrzał na mnie z wahaniem.
Byłem pewien, że właśnie stacza wewnętrzną batalię ze swoją męską dumą.
Po kilku sekundach skinął głową i uśmiechnął się
lekko z zakłopotaniem, a ja dostałem palpitacji serca. Popatrzył na mnie psim
wzrokiem i odezwał się cicho.
- Jakbyś mógł…. przytrzymać ten cholerny rower…
byłbym wdzięczny… – na dźwięk jego głębokiego barytonu, poczułem mrowienie w
dole kręgosłupa. Po szybkim ogarnięciu swoich reakcji, spełniłem jego prośbę.
Złapałem rower, żeby mógł się bez problemu uwolnić od problemowego pojazdu.
Podczas całej „operacji” delikatnie zsunęły mu się spodnie, odsłaniając opaloną
skórę na podbrzuszu i biodrach. Na ten widok gwałtownie przyspieszył mi puls i
poczułem, że pieką mnie policzki. Na szczęście rumieńce dodają mi urody.
Jak tylko udało mu wstać, zaczął szybko wyrzucać
z siebie jakieś niezbyt składne przeprosiny, ale przerwał gdy pokręciłem głową.
- Spokojnie, nic się nie stało. -powiedziałem
najbardziej przyjaznym tonem, na jaki było mnie stać. A nie było mnie stać.
Generalnie, na codzień nie jestem zbytnio przyjazny, ale teraz najbardziej
zależało mi na zrobieniu dobrego wrażenia -Nic sobie… nie uszkodziłeś?
-spytałem niezdarnie. Nigdy nie byłem zbyt dobry w byciu miłym. Najwyraźniej
rozbawiłem go swoim zakłopotaniem, bo roześmiał się.
- Nie, -odpowiedział, wciąż się śmiejąc -poza
moją dumą, nic nie ucierpiało. No, i dobrym pierwszym wrażeniem. -zagryzł wargę
i delikatnie zmarszczył czoło. Cholera! wyglądał teraz tak seksownie… jego
pytające spojrzenie uświadomiło mi, że się na niego gapię i najprawdopodobniej
nie usłyszałem co przed chwilą powiedział. Zmieszałem się trochę, a mój
rumieniec wykraczał poza wszelkie przyjęte normy.
- Przepraszam… zamysliłem się… mógłbyś powtórzyć?
-zapytałem nieśmiało z nadzieją, że nie wrzaśnie mi w twarz, że mnie nienawidzi.
Sam byłem zaskoczony! Skąd u mnie takie obawy? Jeżeli ktokolwiek miałby tutaj
wrzeszczeć, to ja. Zawsze tak było. Odzyskałem cały swój dawny rezon i
spojrzałem na niego wzywająco, ale widząc, że moja odpowiedź go zawstydziła,
zmieszała i pozbawiła tej wcześniejszej nonszalanckiej postawy, zacząłem się
zastanawiać, czego takiego nie usłyszałem.
- Zastanówmy się… najpierw zaproponowałem ci
kawę, jako wynagrodzenie za wszelkie szkody, w nadziei, że uda mi się poprawić
twoje zdanie na mój temat, a potem się przedstawiłem i zapytałem o twoje imię.
-przechylił lekko głowę i spoglądając mi w oczy. Czułem jak to jego głębokie
spojrzenie znowu mnie wciąga i spróbowałem sklecić jakąś sensownie brzmiącą
odpowiedź.
- Ja… eee… mam na imię Andy… Andy, tak właśnie!
-kuźwa mać! – A ty? -odpowiedziałem przeklinając w duchu, na wszystkie możliwe
sposoby, zaistniałą sytuację.
- Więc, Andy… -wydawał się smakować to imię na
języku -ja studiuję na Politechnice i… jestem Leo. -uśmiechnął się, a mi
zaparło dech w piersiach. Ten… uśmiech w połączeniu z tymi oczami, sprawił, że
mnie całkowicie sparaliżowało. Nie byłem w stanie się poruszyć, nie mówiąc o
myśleniu. Byłem absurdalnie szczęśliwy, że poznałem imię mojego nowego
prywatnego Boga. W pewnej chwili owy Bóg westchnął zrezygnowanie i podszedł do
roweru i podniósł go.
- Cóż… Andy… -moje imię tak pięknie brzmiało w
jego ustach! -miło było cię poznać. -uśmiechnął się smutno, a do mnie dotarło,
że raz, wciąż stoję w bezruchu, dwa, zaproponował mi wcześniej kawę, a ja nie
odpowiedziałem i trzy, musiał pomyśleć, że mój bezruch i brak odpowiedzi wynika
ze złości, a nie z… tego dziwnego stanu w jaki wpędza mnie jego osoba. - Może
jeszcze kiedyś na siebie wpadniemy. -powiedział i wsiadł na rower, a mój
paraliż przerodził się w panikę.
- Nie! - wrzasnąłem, aż podskoczył - To znaczy
czekaj… Leo. Ja… bardzo chętnie pójdę z tobą na kawę. -moja pewność siebie i
zdolność konstruowania wypowiedzi nagle wróciły. - Tylko nie dzisiaj, bo muszę
poćwiczyć, a jutro mam próbę… - urwałem nagle. Wpadłem na cudowny pomysł,
którego już zaczynałem żałować, ale nie mogłem się powstrzymać. - wiesz… gram w
zespole na gitarze i może miałbyś ochotę przyjść na nasz koncert w sobotę? A co
do kawy… wymieńmy się telefonami, tak będzie najprościej. - zadecydowałem i
spojrzałem mu w oczy. Był… co najmniej zaskoczony nagłą zmianą mojej postawy.
Uśmiechnąłem się zalotnie, widząc, ze teraz to on był sparaliżowany.
Roześmiałem się w duchu. Podszedłem do niego z telefonem i podyktowałem mu swój
numer. Jak już się otrząsnął z szoku, wziął ode mnie komórkę i wpisał swój. Pod
wpływem dziwnego impulsu, objąłem go lekko na pożegnanie. Już chciałem się
odsunąć, czując, że moje ciało ma ochotę na coś więcej, niż tylko lekkie
objęcie, gdy poczułem, że jego silne ramiona mnie oplatają i przyciągają do
klatki piersiowej.
Usłyszałem jeszcze tylko huk roweru, zanim cały świat
zniknął i otoczyła mnie wspaniała woń. Pachniał drzewem cedrowym, koniakiem i
jałowcem*… Przez cienki materiał czułem jego mięśnie brzucha. Z nadmiaru emocji
zmiękły mi kolana, a całe ciało drżało. Upadłbym gdyby mnie nie podtrzymywał.
Powoli się od siebie odsunęliśmy, zobaczyłem, że jest nie mniej roztrzęsiony
niż ja.
Był zarumieniony i patrzył na mnie z… pożądaniem? Szybko się
pożegnaliśmy, zawstydzeni i zawiedzeni, że tak szybko się wszystko skończyło.
Patrzyłem jak odjeżdża i macha do mnie przez
ramię. Byłem podniecony i rozemocjonowany. Zabrałem swoje rzeczy spod drzewa i
ruszyłem w drogę powrotną do swojego mieszkania.
________________________________________________________________*perfumy Avonu „Elite Gentleman”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz