Byłem już prawie gotowy. Czesałem moje świeżo umyte włosy. Nałożyłem moją
ulubioną, obcisłą, grafitową bluzkę, modre rurki i Vans’y w stylu Galaxy. Byłem
taki szczęśliwy. Wyjąłem z kieszeni mojego nowego IPhone’a 4S i zaktualizowałem
status na Facebook’u:
„Dziś Wieczorem Randka z Moim Misiem <3 Podekscytowany i Zdenerwowany :3”
Wychodząc założyłem czerwony żakiet i zamknąłem za sobą drzwi mojego
mieszkania. Zbiegłem po schodach na parter i rozpromieniony wybiegłem przed
blok w centrum Nowego Jorku.
On już na mnie czekał. Światło ulicznych lamp odbijało się w jego brązowych
oczach. Jak zawsze miał idealnie ułożoną, burzę czarnych włosów. Jego
turkusowa koszula opinała się na jego torsie. Jak zwykle miał na sobie wymięte
jeans’y i skórzane tenisówki. I ten jego uśmiech… Promienny i Nonszalancki… To
ten uśmiech który sprawił, że podczas pierwszego naszego spotkania zmiękły mi
kolana.
Gdy tylko go zobaczyłem zacząłem biec w jego stronę i rzuciłem mu się na
szyję.
-Tęskniłem za tobą.-Wyszeptał mi do ucha mój chłopak. Jego świeży cynamonowy
oddech owiał mnie jak delikatny, ciepły wiatr.
-Ja za tobą też, James- Odpowiedziałem i przytuliłem się do niego jeszcze
mocniej.
-Zarezerwowałem stolik w twojej ulubionej restauracji.- Powiedział, pocałował
mnie delikatnie w policzek i pociągnął w stronę swojego srebrnego samochodu.
Gdy już byliśmy w jego aucie, usiadłem wygodnie na fotelu, a zapach jego
intensywnych perfum wypełnił całe wnętrze. Uwielbiałem je. Używał ich od kiedy
zaczęliśmy się spotykać.
-Zapnij pasy.-Powiedział z troską w głosie- Nie darował bym sobie gdyby coś
Ci się stało.
Był taki opiekuńczy. Mimo, iż nigdy nie zapinam pasów, tym razem to
zrobiłem. Tylko dla niego. Siedzieliśmy w milczeniu rozkoszując się swoją obecnością.
Mimo, że była osiemnasta niebo było już ciemne i rozgwieżdżone. Nigdy nie
wyobrażałem sobie lepszych okoliczności do randki.
Gdy już byliśmy przed moją ulubioną restauracją, on wysiadł pierwszy,
otworzył moje drzwi i podał mi rękę.
-Czy zaszczycisz mnie swoją obecnością?-Zapytał, wiedząc, że i tak mu nie
odmówię.
-Oczywiście.-Powiedziałem, a na mojej twarzy pojawił się słodki uśmiech.
Złapałem go pod ramię i udaliśmy się w stronę zrealizowania rezerwacji. Nie
obchodziło nas, że ludzie się na nas patrzą. Cieszyliśmy się sobą.
-Witam w Ristorante Marcello. Czy mieli Państwo Rezerwację?- Zapytał
Pracownik.
-Oczywiście. Rezerwacja na nazwisko Fox.-Powiedział mój ukochany.
Konsjerż sprawdził to w swoim dzienniczku i zaprowadził nas do stolika
z mnóstwem czerwonych róż. James odsunął moje krzesło, a następnie podsunął mi
je, abym mógł na nim wygodnie usiąść.
-Czy już wiecie co chcecie zamówić?- Spytał kelner który zjawił się nie
wiadomo skąd.
Spojrzałem pytająco na ukochanego. A on znów się uśmiechnął i powiedział:
-Poproszę, najlepszego szampana jakiego macie, polędwiczki w sosie dla mnie
i Sałatkę Grecką dla mojego chłopaka.
Gdy wypowiedział ostatnie słowo mina obsługującego nas kelnera była
bezcenna. Nie mogąc się powstrzymać zachichotałem. Dopiero po chwili
zorientowałem się, że przecież jesteśmy w eleganckiej restauracji, a nie dość,
że mój strój nie jest odpowiedni to chichoczę jak wariat.
Zarumieniłem się i
spuściłem wzrok. Gdy go podniosłem James patrzył się na mnie z wyraźnie
rozbawioną miną.
-Oj, Matt… Matt… Jesteś taki czerwony.- Powiedział tonem rozbawionym, ale
przepełnionym uczuciem.- Nie przejmuj się. Jesteśmy klientami. Co nam zrobią?
-Masz rację, nie powinienem się tak przejmować.- Odpowiedziałem i posłałem mu
całusa.
Chwilę potem przyszedł kelner podając nam nasze zamówienia i dwa kieliszki
zimnego szampana.
Podając nam nasze zamówienie, zapytał:
-Czy życzą sobie Państwo coś na deser?
-Oczywiście.-Powiedział mój chłopak, następnie wstał i powiedział kelnerowi
coś na ucho. Następnie usiadł spokojnie i posłał mi swój nonszalancki uśmiech.
-Co zamówiłeś?-Zapytałem zaciekawiony.
-Zobaczysz.-Powiedział tonem spokojnym i władczym.-A teraz porozmawiajmy o
czymś innym.-Wziął łyk swojego szampana.-Jak tam w pracy?
Zmieszałem się. Nigdy nie lubiłem rozmawiać o pracy. Czułem się wtedy, jakby
mama pytała mnie „Synku, jak było w szkole?”. Po skończeniu Dziennikarstw i
komunikacji społecznej dostałem pracę w jednym z największych czasopism dla
kobiet. Pracuję jako asystent redaktora w „Vogue Magazine’. Zyskałem tą pracę
tylko ze względu na kontakty mojego ojca i przyznam, że z niektórych aspektów
twej pracy byłem bardzo zadowolony.
-Świetnie-Odpowiedziałem bez przekonania, biorąc mały kęs Sałatki.- A co
słychać w twojej pracy?
-A nieźle. Ostatnio zaczęliśmy opracowywać nowy Model Mercedesa. Będzie miał
wszystkie bajery takie jak podgrzewane siedzenia, automatyczne wycieraczki, a
jego silnik, chłodnica! Po prostu szczyt technologii…-Opowiadał mi o swojej
pracy w głównej siedzibie Mercedesa, a ja z udawanym zainteresowaniem słuchałem
tego co do mnie mówi.
James był najlepszym co mogło mnie spotkać, ale mieliśmy całkowicie różne
charaktery. On był twardy, dobry, miły, opiekuńczy i grzeczny, a ja byłem
wrażliwy, niepoprawnie romantyczny, złośliwy, strachliwy. Nie obchodzi mnie
zdanie innych, zależy mi tylko na zdaniu mojego ukochanego. Tak samo różnią się
nasze zainteresowania. Ja interesuje się modą, wizażem i zakupami, a James
wciąż mówi o motoryzacji i filmach akcji. Ja wolę dobrą książkę, a on film. Czy
to nie jest cudowne, że z naszych charakterów prawie nic ze sobą nie współgra,
a my jesteśmy zakochani w sobie po uszy?
-Wyskoczymy jutro na kawę?-Zapytałem.- Uda mi się wyskoczyć z pracy na
godzinkę lub dwie. Będziemy mogli pogadać. Co powiesz na StarBucks’a o
czternastej?
-Nie wiem, Skarbie, czy się wyrwę. Wiesz teraz musimy opracowywać ten nowy
model.-Powiedział wyraźnie zasmucony.-Ale nie martw się. Będę się starał.
Załatwię sobie zastępstwo. Na dziewięćdziesiąt procent pójdziemy.-Dopowiedział
szybko.
Gdy dalej rozmawialiśmy o naszych planach nagle światło przygasło, a
reflektory skierowane były na nasz stolik. Muzyka grana z głośników nagle
ucichła, i do instrumentów stojących na podświetlonej scenie podeszli muzycy.
Zaczęli grać „My Heart Will Go On” Celine Dion, James spojrzał na mnie, a
światła reflektorów odbijały się w jego roziskrzonych oczach. Wstał, złapał
mnie za rękę i mimo, iż delikatnie się opierałem, aby nie wychodzić na środek
Sali w końcu się mu poddałem i trzymając się za rękę stanęliśmy na środku
parkietu.
Zaczęliśmy tańczyć. Delikatnie bujaliśmy się w rytm muzyki. Byliśmy mocno do
siebie przytuleni, co jakiś czas pojawiał się powolny obrót. Czułem jak
nasiąkam jego ciepłem i zapachem mocnych perfum Hugo Boss Red. Płynęliśmy z
rytmem, było mi tak dobrze. Był tak blisko mnie. Nie mogłem sobie wyobrazić
niczego lepszego.
Gdy piosenka się skończyła, a orkiestra zaczęła grać jakąś spokojną i cichą
piosenkę, reszta gości usiadła, światła reflektorów znów się na nas skierowały,
posłałem mojemu chłopakowi spojrzenie mówiące: „Co się dzieje”, on tylko posłał
mi uśmiech który mówił: „Zobaczysz”.
W jednej chwili podszedł do niego kelner z mikrofonem. James podziękował mu,
a gdy on odszedł, mój chłopak na gracją ukląkł na jedno kolano, spojrzał mi w
oczy, a zobaczyłem w jego ręku malutką paczuszkę. Moje serce zaczęło bić
szybciej, myśli kłębiły mi się w głowie, zaschło mi w ustach i już wiedziałem
co się dzieje. Kolacja w mojej ulubionej restauracji, to jego szeptanie do
kelnera. To takie oczywiste. Pomyślałem tylko: „O Boże! On chce mi się
oświadczyć.”
-Matcie Silver, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moim
mężem?-Zapytał mnie ukochany i wyciągnął z pudełeczka śliczny złoty pierścionek
z małymi brylantami.
Spotykaliśmy się od ponad roku. Poczułem, że szklą mi się oczy. Wszyscy się
na nas patrzyli, niektórzy z zdegustowaniem, jedni z uśmiechem, a jeszcze inni
byli podnieceni całą sytuacją. Wiedziałem co chcę zrobić. Wziąłem głęboki
oddech i powiedziałem:
-Tak, wyjdę za Ciebie!-Powiedziałem łamiącym się głosem. Podał mi
pierścionek, a ja założyłem go na palec.
James zbliżył się do mnie i pocałował. Jego usta delikatnie muskały moje.
Byłem taki szczęśliwy. Wokół nas rozległy się brawa, a jego pocałunek zaczął
być bardziej namiętny. Jego język coraz mocniej wsuwał się do moich ust, a ja
oddałem się jego pocałunkom. Gdy przerwał chciałem wydać jęk który miał
oznaczać mój zawód, że pocałunek już się skończył, ale byłem tak podniecony
całą sytuacją, że nie byłem w stanie. Miałem miękkie kolana. James złapał mnie
za rękę i zaprowadził do stolika gdzie czekał na nas wielki puchar moich
ulubionych czekoladowych lodów i dwie łyżeczki.
Tym razem nie usiadłem na swoim
krześle, tylko mojemu narzeczonemu na kolanach. Dzięki mojej drobnej posturze,
nie sprawiło mu to żadnego problemu. Gdy już zjedliśmy lody, a on zapłacił za
kolację wsiedliśmy do jego srebrnego mercedesa i pojechaliśmy w stronę mojego
domu.
Uwielbiam Nowy Jork nocą. Niebo było czyste, a latarnie oświetlały nam
drogę. Jechaliśmy w milczeniu, aż James zapytał:
-Może pójdziemy do mnie?
Spanikowałem. Byłem pewny, ze chodzi mu o seks, a ja nie byłem gotowy. Taki
piękny wieczór i mógł być zakończony cudowną nocą, ale ja nie wytrzymałem.
-Przepraszam, ale jeszcze muszę napisać szkic artykułu o najnowszej kolekcji
biżuterii Royal Asscher.-Powiedziałem zestresowany, ale pewnym tonem- Ale
jutro też jest dzień. Na jutrzejszą noc możesz nie robić sobie planów, bo
jesteś umówiony ze mną. Będę u Ciebie o 22.-Gdy mówiłem ostatnie zdanie
starałem się, aby ton mojego głosu był jak najbardziej seksowny, i się udało.
Mój narzeczony był wyraźnie zadowolony z tego układu, a ja już się
uspokoiłem. Powoli dojeżdżaliśmy pod mój blok, a gdy już byliśmy na miejscu,
mój ukochany otworzył mi drzwi od samochodu i znów namiętnie pocałował na
pożegnanie. Gdy mnie całował czułem jakbym unosił się nad ziemią. Gdy
przestaliśmy, przytuliłem go jeszcze i krzyknąłem na pożegnanie:
-Kocham Cię! Dobranoc!
-Ja też Cię kocham! Śnij o mnie!- Odkrzyknął mi James.
Wbiegłem na górę cały szczęśliwy. Byłem jego narzeczonym. Pewnie już
niedługo zaczniemy planować ślub. Otworzyłem mieszkanie, a następnie zamknąłem
się w środku. Naszykowałem komputer, i zebrane informacje z przedwczorajszego
pokazu biżuterii Royal Asscher i aparat ze zdjęciami. Oświetliłem całe
mieszkanie i nalałem sobie kieliszek mojego ulubionego, różowego wina i
rozpocząłem pisanie artykułu.
Szło mi dobrze, a czas mijał. Gdy już zgrałem zdjęcia, napisałem artykuł,
umieściłem wszystko na swoim miejscu i zrobiłem kopie zapasowe, byłą już
czwarta nad ranem. A ja muszę obudzić się o siódmej. Do tego wypiłem całe wino
i byłem lekko zaćmiony. „Jak ja się jutro obudzę? Dwie godziny snu.
Świetnie!” Pomyślałem.
Przebrałem się w luźne bokserki i koszulkę na ramiączka
ustawiłem budzik na szóstą rano, po czym udałem się do swojego łóżka i myśląc o
dzisiejszym dniu i moim ukochanym, udałem się do Krainy Snów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz