Gdyby wzrok mógł
zabijać, połowa klientów kawiarni już dawno padłaby trupem. Paląc papierosa, za
papierosem, pijąc kawę, za kawą i utwierdzając się w nienawiści do zarazy
gatunku ludzkiego, rzucałem mordercze spojrzenie każdemu, kto ważył się
chociażby zerknąć w moim kierunku. Myślałem.
Nigdy nie sądziłem, że
za pomocą dwóch słów można diametralnie zmienić czyjeś nastawienie do życia.
Dwa słowa! Prychnąłem i odpaliłem kolejną fajkę, tylko trochę współczując swoim
płucom.
Nie mogłem wrócić do
własnego mieszkania, które najprawdopodobniej było teraz demolowane przez
pijanych artystów. Mnóstwo pijanych artystów. Nawet Paul miał ograniczone moce,
zwłaszcza wobec przyjaciół Nate'a, którzy słynęli ze swojej niezwykłej siły
perswazji. Przez krótką chwilę pokusa, żeby do nich dołączyć była bardzo silna.
Bardzo.
Jednak cichy głos "rozsądku" w mojej głowie, podpowiadał
powszechnie znaną, nudną prawdę życiową: alkochol nie rozwiąże Twoich
problemów. Kawa w sumie też nie, pomyślałem gorzko, dopijając ostatni łyk
czarnego napoju.
"I'm not bitter, I said bitterly with a bitter
expression"
Moje zerowe pojęcie o
własnej, najwyraźniej istniejącej nadwrażliwości, irytowało jeszcze bardziej.
Znałem go dopiero jakieś dwa dni. No właśnie. DWA dni. W ten oto sposób rodzą
się nieporozumienia.
Już chciałem zacząć
kombinować, ale... Nie. Uśmiechnąłem się, rozbawiony własną deperacją. I co z
tego, że ma dziewczynę? I tak zamierzałem zrealizować swoj wcześniejszy
"diabelski" plan, chociaż teraz, już tylko w połowie.
Mało to jest
facetów na świecie? Miałem za dużo godności, żeby sypiać z osobą, która była w
związku. Pomijając fakt, że wczorajszy wieczór, na temat którego nadal mogłem
snuć tylko domysły, zdawał się temu stanowczo i uparcie przeczyć.
Myślotok przerwało
wibrowanie mojego telefonu. Wydobyłem urządzenie z kieszeni, tylko po to, żeby
dowiedzieć się, że świat się o mnie upomina.
Mary-Jane
"Znalazłam
cudownego kandydata na perkusistę ^^ <3 Masz
czas dzisiaj wieczorem? S, M
i C. już wiedzą Emotikon grin. MJ"
i C. już wiedzą Emotikon grin. MJ"
Jeżeli istniało coś,
co było w stanie rozwiązać moje problemy, to była to muzyka.
Andy Cole
"Dawaj go. W Jaskini za ok. 1h? A."
Odpowiedź nadeszła
niemal natychmiast.
Mary-Jane
"Ok. Zgarnę go po
drodze, żeby się nie zgubił ;) MJ"
Poczułem, jak
mimowolnie podnoszą się kąciki moich ust. To właśnie była cała Mary-Jane.
Mogłem sobie bez trudu wyobrazić, jak wyglądała pisząc tę wiadomość.
Z białymi jak śnieg
włosami, nieodłączną czerwoną bandaną, która podkreślała ich kolor i ciepłymi
oczami, była niczym anioł. Należała do tych osób, które po prostu nie umieją
wyglądać wrednie, czy nieprzyjaźnie, choć z zachowywaniem się w ten sposób nie
miała żadnych problemów. Jednak ze względu na aparycję, nikt nie brał jej wtedy
zbyt poważnie, wszyscy myśleli, że żartuje. Gdyby tylko wiedzieli...
Zapłaciłem rachunek i
wyszedłem z kawiarni, zakładając ukochane aviatorki. Taksówek nie brakowało,
jednak wszystkie drobne wydałem w kawiarni... Przeklęte espresso było
barbarzyńsko drogie.
Chcąc, nie chcąc,
byłem skazany na pieszą wycieczkę w jakże przyjemnym i relaksującym aromacie
spalin. Poprawiłem torbę na ramieniu i ruszyłem w drogę, przez chwilę siłując
się z kablem od słuchawek, zanim triumfalnie wsunąłem je na głowę, na przejściu
dla pieszych [https://youtu.be/QwlfMDBHN_M].
się z kablem od słuchawek, zanim triumfalnie wsunąłem je na głowę, na przejściu
dla pieszych [https://youtu.be/QwlfMDBHN_M].
Szedłem równym
krokiem, patrząc pod nogi i w miarę możliwości omijając ludzi. Podśpiewywałem
cicho pod nosem, nie myśląc o niczym konkretnym, skupiony na słyszanej muzyce i
zanim się obejrzałem, stałem przed znajomym budynkiem.
Wszedłem do środka i
po omacku znalazłem kontakt, oświetlając metalowe, strome schody. Wspiąłem się
na 3 piętro i otworzyłem ciężkie drzwi, wchodząc do Jaskini.
Pomieszczenie, w
którym odbywały się nasze próby było... bardzo przytulne. Malownicze, możnaby
rzec. Na ścianach wisiały warstwy kolorowych dywanów, mające na celu jako takie
wyciszenie pokoju, a w rzeczywistości powodujące jedynie klaustrofobię, mnóstwo
kontaktów i kabli, pośród których, przy odrobinie szczęścia dało się przejść
nie potknąwszy się oraz narożna skórzana kanapa, koloru bliżej nieokreślonego,
której czasy świetności już dawno minęły - nie bez powodu ochrzciliśmy je
Jaskinią.
Pierwsze wrażenie:
paskudztwo. A jednak coś w nim było. Wszyscy traktowaliśmy
je bardziej jako azyl, niż cokolwiek innego. Miejsce, w którym można się zaszyć z dala
od zgiełku miasta i ludzi, nie musieć się martwić ani uważać na każde wypowiadane słowo.
je bardziej jako azyl, niż cokolwiek innego. Miejsce, w którym można się zaszyć z dala
od zgiełku miasta i ludzi, nie musieć się martwić ani uważać na każde wypowiadane słowo.
A wystrój tylko potęgował poczucie bezpieczeństwa i izolacji od świata.
Rzuciłem klucze i
torbę na rozklekotany mebel i zacząłem podłączać sprzęt. Puste miejsce, gdzie
powinna stać perkusja, choć starałem się je ignorować, przyciągało mój wzrok.
Przygryzłem dolną wargę... Greg. Zmarszczyłem nos, myśląc o byłym bębniarzu.
Nie bałem się go, ale nie miałem ochoty go spotkać. Moje wewnętrzne poczucie
estetyki zostawało nadwyrężone za każdym razem, jak go widziałem, a bardzo je
sobie ceniłem.
Ponadto, nie miałem wątpliwości,
że podczas konfrontacji, nie oparłby się pokusie zaatakowania mnie pięściami, a
ja... cóż, nie byłem dobry w te klocki. Odgłos kroków na schodach i zbliżające
się głosy wytrwały mnie z rozmyślań.
Odgłos kroków na
schodach i zbliżające się dźwięki rozmowy wytrwały mnie z rozmyślań.
- Nieźle się tu
urządziliście - powiedział osobnik płci zdecydowanie męskiej, ze śmiechem -
Industrialnie, ale z duszą.
- Trafiliśmy tu przez przypadek. Marco pomagał
jakiemuś swojemu przyjacielowi przy naprawie instalacji elektrycznej w budynku
naprzeciwko i zauważył baner "Do wynajęcia". Do dzisiaj stawia mu
piwo na imprezach. - odpowiedział mu damski głos - Od razu się zakochaliśmy,
więc złożyliśmy się i teraz mamy własne zacisze... Ooo! Ktoś już jest!
Odwróciłem się w
stronę drzwi, akurat żeby zobaczyć przechodzące przez nie dwie postaci, z
których pierwszą rozpoznałem jako Mary-Jane, natomiast druga sprawiła, że
wmurowało mnie w podłogę.
Przede mną stał wysoki
mężczyzna z mocno zarysowaną szczęką, ciemną karnacją i ciemno brązowymi
włosami. Jego ramiona oplatały tatuaże, które, sądząc po ciemnych liniach
prześwitujących przez białą koszulkę, nie były jedynymi, które miał. To
wszystko
w połączeniu z zawadiackim uśmiechem sprawiało, że wyglądał niebezpiecznie... przystojnie.
w połączeniu z zawadiackim uśmiechem sprawiało, że wyglądał niebezpiecznie... przystojnie.
Uniosłem brew i
zerknąłem na Mary-Jane, która posyłała mi mordercze spojrzenia, jednocześnie
nerwowo bawiąc się włosami. Olśniło mnie. Popatrzyłem na nią wymownie,
"mówiąc" wzrokiem "Wiem, dlaczego przyprowadziłaś go tu całe pół
godziny wcześniej, siostro".
Uniosłem brew i zerknąłem na Mary-Jane, która
posyłała mi mordercze spojrzenia, jednocześnie nerwowo bawiąc się włosami.
Olśniło mnie. Popatrzyłem na nią wymownie, "mówiąc" wzrokiem "
*Wiem, dlaczego przyprowadziłaś go tu całe pół godziny wcześniej, Siostro*
".
- Andy... - zaczęła, jednocześnie
"odpowiadając" *Milcz, albo
zamilkniesz na wieki* - To jest...
- Brad. - przerwał jej brunet, szczerząc się i
wyciągając dłoń w moją stronę - Kandydat na waszego nowego perkusistę - dodał
pomocnie, na brak reakcji z mojej strony.
MJ, odeszła na bok odebrać telefon, a ja wykrzywiłem
usta w coś, co według mnie miało przypominać uśmiech i podałem mu rękę, bardzo
starając się nie wyrwać jej z uścisku.
- Pozwolisz, że nie będę uczył się Twojego imienia,
przed przesluchaniem. - To by było
na tyle, jeśli chodzi o moje zdolności interpersonalne.
na tyle, jeśli chodzi o moje zdolności interpersonalne.
O dziwo, mój odbiorca wcale się nie oburzył.
- MJ mnie przed Tobą ostrzegała, wiesz? - roześmiał
się.
- Naprawdę? - mruknąłem sceptycznie, spoglądając na
białowłosą, kłócącą się z kimś na linii. Fakt, że było to pytanie retoryczne,
wydawał mi się oczywisty, ale Brad zdecydował się odpowiedzieć mimo wszystko.
- Tak. Wspomniała coś o sarkastycznym dupku, do
którego trzeba się przekonać i który wcale nie jest taki zły. Domyślam się, że
chodziło o Ciebie. - odpowiedział, zakładając ręce na piersi, a ja po raz
pierwszy od dłuższego czasu szczerze się roześmiałem.
Wyzywające spojrzenie calkiem ulotniło się z
orzechowych oczu i zostało zastąpione przez zaskoczenie.
- Wiesz Brad... - powiedziałem, wciąż się śmiejąc i
kręcąc głową – Sądzę, że się dogadamy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz