Gdy dotarłem na miejsce,
wypaliwszy po drodze prawie pół paczki papierosów, jak na istotę o „stalowych”
nerwach przystało, Leo już czekał. Stał oparty nonszalancko, o witrynę sklepową
tuż obok kawiarni, z telefonem w ręku i lekkim uśmiechem na ustach. Jego tors oplatała biała, lniana koszula, a
nogi okrywały luźne, aczkolwiek dopasowane, jasnobrązowe spodnie. Przypomniała
mi się wzmianka Nate’a o braku zainteresowania mną przyzwoitych facetów i lekko
się skrzywiłem. Nie miałem ochoty się w to zagłębiać… Nie teraz.
Odgoniłem niechciane myśli i
ruszyłem w jego kierunku, przywołując na twarz uśmiech numer 1. Przechodząc
przez ulicę, stwierdziłem, że nie będę się powstrzymywać i dam mu namiastkę
tego, kim naprawdę jestem. Zależało mi na tej znajomości. Nawet bardzo, ale
wolałem uniknąć fałszywych nadziei i możliwego późniejszego rozczarowania Leo
moją osobą, więc obiecałem sobie, że choćby nie wiadomo co się miało dziać,
będę sobą.
Blondyn był tak zajęty,
tym co robił, że nie zauważył mnie, dopóki nie stanąłem tuż przed nim i nie
dotknąłem jego ramienia. Podniósł
gwałtownie głowę, lekko zdezorientowany, czego wcale nie omieszkałem się
wykorzystać i pocałowałem go w policzek. Uderzył mnie niesamowity, znajomy już
zapach i byłem pewien, że się już rumienię z nadmiaru wrażeń. Odsunąłem się
szybko na bezpieczną odległość, żeby „nadmiar wrażeń” nie zdążył dotrzeć do
niższych partii mojego ciała i spojrzałem z zadowoloną miną na obiekt moich
westchnień, zastanawiając się w duchu, kiedy zacząłem go tak nazywać.
– Witaj, Nieznajomy. – powiedział ze śmiechem, pochylając się w moim kierunku i odwzajemniając
pocałunek, jakby to była najzwyczajniejsza rzecz pod słońcem, po czym wskazał
głową drzwi kawiarni
– Wchodzimy? – spytał i nie czekając na odpowiedź, otworzył przede mną
drzwi, przepuszczając mnie. Tak, zdecydowanie był zbyt idealny.
Uwielbiałem to miejsce. Było urządzone w domowy, lekki sposób, z mnóstwem
kwiatów, nienachalną, cichą muzyką ( https://www.youtube.com/watch?v=PoaT6WXUV_M
) i najlepszą kawą na
świecie.
Zanim się obejrzałem,
minęły prawie dwie godziny. Dwie godziny rozmawiania o muzyce, literaturze i
najróżniejszych błahostkach. Dwie godziny poznawania terenu i flirtowania. Dwie
godziny oswajania złotookiego z moim sarkazmem i cynizmem, na które o dziwo
zareagował pozytywnie, z szerokim uśmiechem, jakby właśnie tego się spodziewał,
co z kolei spowodowało u mnie jeszcze większą zajadłość. Dwie godziny i trzy kawałki
ciasta… Bogowie pomóżcie.
Jednak przez ten cały czas, nie
mogłem nie zauważyć, że blondyn był nieco spięty i co chwilę rzucał mi
badawcze, niepewne spojrzenie. Miałem nieprzyjemne wrażenie, że dotyczy to
minionej nocy, której oczywiście, mimo rozpaczliwych prób, nadal nie mogłem
sobie przypomnieć, co z kolei odesłało mnie z powrotem do ssania w żołądku, z
którym się obudziłem, a które miało niewiele wspólnego z alkoholem i do sms’a
bez emotikon. Przez to wszystko znowu zacząłem się zastanawiać, co takiego się
wydarzyło.
Wciąż uważnie słuchając, tego o
czym mówił, przyjrzałem mu się, skrupulatnie uwzględniając każdy szczegół, w
nadziei, że coś go zdradzi. Od podekscytowania, ewidentnie widocznego w jego
miodowych oczach i ciepłego barytonu, który wydobywał się z jego ust, a którego
mógłbym słuchać non stop, do sposobu w jaki światło słoneczne tworzyło refleksy
w jego włosach, uwydatniając ich kolor, podobnie jak na tym zdjęciu z plaży,
które wczoraj widziałem i na którym prawie nic na sobie nie miał i… Aaaaaa… O
czym to ja...? A, tak, wczorajszy wieczór.
Pokiwałem głową i mruknąłem,
żeby zapewnić mojego rozmówcę, że go słucham i wróciłem do rozmyślań.
Podniosłem filiżankę do ust i znów uchwyciłem jego badawcze spojrzenie, upewniając
się, że on na pewno pamięta całe zajście. Czego nie natomiast nie byłem pewien,
to tego, czy ja chcę się dowiedzieć. Znając mnie, mogło zdarzyć się wszystko.
Dosłownie. Wszystko. Właśnie dlatego
nie interesowali się mną przyzwoici faceci.
Wsparłem głowę na dłoni i
wróciłem do przyglądania się Leo. Wcale niezauważalnie badałem wzrokiem kształt
jego oczu, nosa, ust, linię szczęki i kształt ramion, podziwiając proporcje.
Włączył mi się tryb artystyczny. Już nawet nie ukrywałem tego, że nie zwracam
uwagi na to, co do mnie mówił, a w mojej głowie utworzył się pewien pomysł. Postanowiłem
zaryzykować.
– Leo. –
przerwałem mu bezceremonialnie – Mam… Chciałbym ci coś zaproponować.
– dokończyłem z lekkim uśmiechem,
spoglądając mu w oczy. Wyglądał na zaskoczonego
i skonfundowanego, ale również zakłopotanego. Już chciałem otworzyć usta
i zapoznać go z moim planem, kiedy się odezwał.
- Andy… Ja… - odchrząknął.
Ewidentnie czuł się nieswojo. – Cokolwiek… - wyprostował się na krześle,
widocznie obmyślając dalszą część zdania. W końcu zdecydował się na najkrótszą
wersję z możliwych. – Mam dziewczynę.
***
Tak, powiedziałem to. I
natychmiast pożałowałem. Mężczyzna siedzący naprzeciwko mnie zamarł w bezruchu,
wpatrując się we mnie z szeroko otartymi oczami. Miałem ochotę go objąć,
zapewnić, że to bez znaczenia, ale… skłamałbym.
Odkąd tylko go poznałem, mój
świat wywrócił się do góry nogami, niemal w każdym aspekcie. I nie chodziło
tylko o to, że w życiu bym siebie nie podejrzewał o zainteresowanie tą samą
płcią, czy kimś tak dysfunkcyjnym jak Andy.
Zmieniłem się ja… jako ja. Jako osoba. Diametralnie.
Nie byłem pewien, co mam robić.
Od dwóch lat byłem w dotychczas szczęśliwym związku z Lily, a w zeszłym
tygodniu oglądałem nawet obrączki. Tak, chciałem się oświadczyć. Student architektury i studentka medycyny - według
naszych znajomych tworzyliśmy idealną parę. Jeszcze dwa dni temu sam tak uważałem, jednak
teraz całą moją uwagę zajmował pewien Ktoś. A po wydarzeniach z zeszłej nocy,
zajmował nie tylko „uwagę”. Do moich uszu dotarły słowa puszczanego teraz
utworu (https://www.youtube.com/watch?v=DF0zefuJ4Ys
) i sarknąłem w duchu.
Moją uwagę przykuł ruch po
drugiej stronie stolika. Granatowłosy założył ręce na piersi i spojrzał na mnie
oskarżycielsko, z pełnymi ustami zaciśniętymi teraz w cienką kreskę.
- Powinienem ci teraz strzelić
w pysk. – powiedział po chwili, a ja, chcąc, nie chcąc, musiałem się z nim
zgodzić. – I wyjść. – dodał, przechylając na bok głowę. – Ale za bardzo smakuje
mi ta kawa, żeby ją zostawić niedopitą. – jakby na świadectwo własnych słów
upił łyk i oblizał usta, zdecydowanie nadwyrężając moją samokontrolę. – Ale to
nie o tym chciałem rozmawiać. I nie „TO” ci chciałem zaproponować. –
kontynuował jak gdyby nigdy nic, odzyskując dawny rezon i spoglądając na mnie
niczym rodzic, który przyłapał dziecko na trzymaniu wiadomych gazetek pod
łóżkiem. Nie mogłem, wyjść z podziwu dla jego umiejętności aktorskich,
jednocześnie samemu niezbyt wiedząc, co powiedzieć.
- Nie? – spytałem, lustrując go
wzrokiem. – Musisz wybaczyć mojemu egu. – mrugnąłem, wywołując u niego śmiech.
Tylko w części wystudiowany.
- Rozważę to. – lakoniczna
wypowiedź w połączeniu z przeszywającym spojrzeniem, była niczym strzał. Czułem
się, jakby zaglądał mi w duszę, dokładnie analizując wszystko, co zobaczył. –
Tymczasem pozwól, że wybawię cię od domysłów.
Jezu, jaki zwrot akcji! Tego się nie spodziewałam! Dziewczyna. Tak nagle i to w siódmym rozdziale.Cholernie mnie ciekawi dalszy ciąg. I nie pochwalam ucinania w takim momencie!
OdpowiedzUsuń