sobota, 1 listopada 2014

Music Within My Heart, Honey… [7]

Gdy dotarłem na miejsce, wypaliwszy po drodze prawie pół paczki papierosów, jak na istotę o „stalowych” nerwach przystało, Leo już czekał. Stał oparty nonszalancko, o witrynę sklepową tuż obok kawiarni, z telefonem w ręku i lekkim uśmiechem na ustach.  Jego tors oplatała biała, lniana koszula, a nogi okrywały luźne, aczkolwiek dopasowane, jasnobrązowe spodnie. Przypomniała mi się wzmianka Nate’a o braku zainteresowania mną przyzwoitych facetów i lekko się skrzywiłem. Nie miałem ochoty się w to zagłębiać… Nie teraz.

Odgoniłem niechciane myśli i ruszyłem w jego kierunku, przywołując na twarz uśmiech numer 1. Przechodząc przez ulicę, stwierdziłem, że nie będę się powstrzymywać i dam mu namiastkę tego, kim naprawdę jestem. Zależało mi na tej znajomości. Nawet bardzo, ale wolałem uniknąć fałszywych nadziei i możliwego późniejszego rozczarowania Leo moją osobą, więc obiecałem sobie, że choćby nie wiadomo co się miało dziać, będę sobą.

Blondyn był tak zajęty, tym co robił, że nie zauważył mnie, dopóki nie stanąłem tuż przed nim i nie dotknąłem  jego ramienia. Podniósł gwałtownie głowę, lekko zdezorientowany, czego wcale nie omieszkałem się wykorzystać i pocałowałem go w policzek. Uderzył mnie niesamowity, znajomy już zapach i byłem pewien, że się już rumienię z nadmiaru wrażeń. Odsunąłem się szybko na bezpieczną odległość, żeby „nadmiar wrażeń” nie zdążył dotrzeć do niższych partii mojego ciała i spojrzałem z zadowoloną miną na obiekt moich westchnień, zastanawiając się w duchu, kiedy zacząłem go tak nazywać.

  Witaj, Nieznajomy. – powiedział ze śmiechem, pochylając się w moim kierunku i odwzajemniając pocałunek, jakby to była najzwyczajniejsza rzecz pod słońcem, po czym wskazał głową drzwi kawiarni – Wchodzimy? – spytał i nie czekając na odpowiedź, otworzył przede mną drzwi, przepuszczając mnie. Tak, zdecydowanie był zbyt idealny.

Uwielbiałem to miejsce. Było urządzone w domowy, lekki sposób, z mnóstwem kwiatów, nienachalną, cichą muzyką ( https://www.youtube.com/watch?v=PoaT6WXUV_M )                  i najlepszą kawą na świecie.

Zanim się obejrzałem, minęły prawie dwie godziny. Dwie godziny rozmawiania o muzyce, literaturze i najróżniejszych błahostkach. Dwie godziny poznawania terenu i flirtowania. Dwie godziny oswajania złotookiego z moim sarkazmem i cynizmem, na które o dziwo zareagował pozytywnie, z szerokim uśmiechem, jakby właśnie tego się spodziewał, co z kolei spowodowało u mnie jeszcze większą zajadłość. Dwie godziny i trzy kawałki ciasta… Bogowie pomóżcie.  

Jednak przez ten cały czas, nie mogłem nie zauważyć, że blondyn był nieco spięty i co chwilę rzucał mi badawcze, niepewne spojrzenie. Miałem nieprzyjemne wrażenie, że dotyczy to minionej nocy, której oczywiście, mimo rozpaczliwych prób, nadal nie mogłem sobie przypomnieć, co z kolei odesłało mnie z powrotem do ssania w żołądku, z którym się obudziłem, a które miało niewiele wspólnego z alkoholem i do sms’a bez emotikon. Przez to wszystko znowu zacząłem się zastanawiać, co takiego się wydarzyło.

Wciąż uważnie słuchając, tego o czym mówił, przyjrzałem mu się, skrupulatnie uwzględniając każdy szczegół, w nadziei, że coś go zdradzi. Od podekscytowania, ewidentnie widocznego w jego miodowych oczach i ciepłego barytonu, który wydobywał się z jego ust, a którego mógłbym słuchać non stop, do sposobu w jaki światło słoneczne tworzyło refleksy w jego włosach, uwydatniając ich kolor, podobnie jak na tym zdjęciu z plaży, które wczoraj widziałem i na którym prawie nic na sobie nie miał i… Aaaaaa… O czym to ja...? A, tak, wczorajszy wieczór.  

Pokiwałem głową i mruknąłem, żeby zapewnić mojego rozmówcę, że go słucham i wróciłem do rozmyślań. Podniosłem filiżankę do ust i znów uchwyciłem jego badawcze spojrzenie, upewniając się, że on na pewno pamięta całe zajście. Czego nie natomiast nie byłem pewien, to tego, czy ja chcę się dowiedzieć. Znając mnie, mogło zdarzyć się wszystko. Dosłownie. Wszystko. Właśnie dlatego nie interesowali się mną przyzwoici faceci.

Wsparłem głowę na dłoni i wróciłem do przyglądania się Leo. Wcale niezauważalnie badałem wzrokiem kształt jego oczu, nosa, ust, linię szczęki i kształt ramion, podziwiając proporcje. Włączył mi się tryb artystyczny. Już nawet nie ukrywałem tego, że nie zwracam uwagi na to, co do mnie mówił, a w mojej głowie utworzył się pewien pomysł. Postanowiłem zaryzykować.

–  Leo. –  przerwałem mu bezceremonialnie – Mam… Chciałbym ci coś zaproponować. –  dokończyłem z lekkim uśmiechem, spoglądając mu w oczy. Wyglądał na zaskoczonego  i skonfundowanego, ale również zakłopotanego. Już chciałem otworzyć usta i zapoznać go z moim planem, kiedy się odezwał.
- Andy… Ja… - odchrząknął. Ewidentnie czuł się nieswojo. – Cokolwiek… - wyprostował się na krześle, widocznie obmyślając dalszą część zdania. W końcu zdecydował się na najkrótszą wersję z możliwych. – Mam dziewczynę.
***
Tak, powiedziałem to. I natychmiast pożałowałem. Mężczyzna siedzący naprzeciwko mnie zamarł w bezruchu, wpatrując się we mnie z szeroko otartymi oczami. Miałem ochotę go objąć, zapewnić, że to bez znaczenia, ale… skłamałbym.

Odkąd tylko go poznałem, mój świat wywrócił się do góry nogami, niemal w każdym aspekcie. I nie chodziło tylko o to, że w życiu bym siebie nie podejrzewał o zainteresowanie tą samą płcią, czy kimś tak dysfunkcyjnym jak Andy.  Zmieniłem się ja… jako ja. Jako osoba. Diametralnie.

Nie byłem pewien, co mam robić. Od dwóch lat byłem w dotychczas szczęśliwym związku z Lily, a w zeszłym tygodniu oglądałem nawet obrączki. Tak, chciałem się oświadczyć. Student  architektury i studentka medycyny - według naszych znajomych tworzyliśmy idealną parę.  Jeszcze dwa dni temu sam tak uważałem, jednak teraz całą moją uwagę zajmował pewien Ktoś. A po wydarzeniach z zeszłej nocy, zajmował nie tylko „uwagę”. Do moich uszu dotarły słowa puszczanego teraz utworu (https://www.youtube.com/watch?v=DF0zefuJ4Ys ) i sarknąłem w duchu.

Moją uwagę przykuł ruch po drugiej stronie stolika. Granatowłosy założył ręce na piersi i spojrzał na mnie oskarżycielsko, z pełnymi ustami zaciśniętymi teraz w cienką kreskę.
- Powinienem ci teraz strzelić w pysk. – powiedział po chwili, a ja, chcąc, nie chcąc, musiałem się z nim zgodzić. – I wyjść. – dodał, przechylając na bok głowę. – Ale za bardzo smakuje mi ta kawa, żeby ją zostawić niedopitą. – jakby na świadectwo własnych słów upił łyk i oblizał usta, zdecydowanie nadwyrężając moją samokontrolę. – Ale to nie o tym chciałem rozmawiać. I nie „TO” ci chciałem zaproponować. – kontynuował jak gdyby nigdy nic, odzyskując dawny rezon i spoglądając na mnie niczym rodzic, który przyłapał dziecko na trzymaniu wiadomych gazetek pod łóżkiem. Nie mogłem, wyjść z podziwu dla jego umiejętności aktorskich, jednocześnie samemu niezbyt wiedząc, co powiedzieć.

- Nie? – spytałem, lustrując go wzrokiem. – Musisz wybaczyć mojemu egu. – mrugnąłem, wywołując u niego śmiech. Tylko w części wystudiowany.

- Rozważę to. – lakoniczna wypowiedź w połączeniu z przeszywającym spojrzeniem, była niczym strzał. Czułem się, jakby zaglądał mi w duszę, dokładnie analizując wszystko, co zobaczył. – Tymczasem pozwól, że wybawię cię od domysłów.

1 komentarz:

  1. Jezu, jaki zwrot akcji! Tego się nie spodziewałam! Dziewczyna. Tak nagle i to w siódmym rozdziale.Cholernie mnie ciekawi dalszy ciąg. I nie pochwalam ucinania w takim momencie!

    OdpowiedzUsuń